Skip to Content

19 meczów, po których żegnaliśmy się z marzeniami o Lidze Mistrzów

Written on Lipiec 30, 2015 at 11:17 am, by

19 meczów, po których żegnaliśmy się z marzeniami o Lidze Mistrzów

Jeszcze trzyma was kac po wczorajszej porażce Lecha? Ten artykuł raczej nie poprawi wam nastrojów. Najpierw myśleliśmy, że to tylko wypadek przy pracy, później przychylaliśmy się do opinii, że to nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Dziś jednak można już mówić o fatum lub – bez odwoływania się do losu i szczęścia – o dramatycznej kondycji polskiej piłki. Przypominamy dziewiętnaście momentów, w których traciliśmy nadzieję i żegnaliśmy się z marzeniami o upragnionej Lidze Mistrzów. Jeżeli macie skłonności do depresji, radzimy wam natychmiastowe zamknięcie tego artykułu.

13.08.1997 Widzew – Parma 1:3

Nadzieje prysły już po pierwszym meczu, za sprawą hattricka Enrico Chiesy. Wtedy jeszcze można było to nazwać wypadkiem przy pracy.

12.08.1998 Manchester United – ŁKS 2:0

Tu również pierwszy mecz przesądził sprawę, bo mistrzowie Polski nie byli w stanie odrobić dwóch bramek z rywalem tej klasy. Gole strzelali Ryan Giggs i Andy Cole.

11.08.1999 Fiorentina – Widzew 3:1

Mistrzem była Wisła, ale po rzucie nożem w głowę Dino Baggio o Ligę Mistrzów ponownie bił się Widzew. Ponownie z Włochami i ponownie pierwszy mecz – przegrany w stosunku 1:3 – załatwił sprawę:

21.08.2000 Panathinaikos – Polonia 2:1

Po raz pierwszy mogliśmy mieć nadzieje przed rewanżem, bo mecz w Płocku skończył się remisem 2:2. W Atenach gospodarze na luzie wbili Polonii dwie bramki, a kontaktowego gola Arkadiusz Bąk wcisnął dopiero w 86. minucie.

08.08.2001 Wisła – Barcelona 3:4

Fantastyczny mecz i fantastyczne widowisko, tylko wynik nie pozostawiał złudzeń, kto zakwalifikuje się dalej:

14.08.2002 Barcelona – Legia 3:0

Znowu na drodze mistrza Polski stanęła Barcelona i ponownie nie miała większych problemów z awansem. Legia od 8. minuty przegrywała, ale długo pozostawała w grze i stwarzała nawet nieliczne okazje. W końcówce sprawę załatwili jednak Riquelme i Cocu.

13.08.2003 Anderlecht – Wisła 3:1

Co prawda bramka na 3:1, strzelona przez Maciej Żurawskiego z rzutu karnego w 77. minucie dała jakieś nadzieje, jednak gra nie pozostawiała złudzeń. Naprawdę ciężko było się łudzić, że mistrz Polski cokolwiek ugra w rewanżu. Jak pamiętamy, nie ugrał.

11.08.2004 Wisła – Real Madryt 0:2

Dobra, tutaj nadzieje straciliśmy od razu po losowaniu. W zespole rywali Casillas, Roberto Carlos, Figo, Beckham, Zidane, Raul i Ronaldo. A bramki strzelał rezerwowy Morientes…

23.08.2005 Panathinaikos – Wisła 4:1

Ach, jak wtedy było blisko. W pierwszym meczy 3:1 dla Wisły, w rewanżu w 78. minucie Sobolewski trafił na 1:2 i Liga Mistrzów wydawała się na wyciągnięcie ręki:

23.08.2006 Legia – Szachtar 2:3

Wydawało się, że Ukraińcy są w zasięgu legionistów, zwłaszcza że w pierwszym meczu wygrali 1:0 po karnym z kapelusza. W rewanżu szybko strzelił Włodarczyk i wydawało się, że wreszcie może się udać. Niestety, Szachtar pokazał później klasę, a wynik 2:3 z pewnością nie oddaje ówczesnej różnicy poziomów:

31.07.2007 Zagłębie – Steaua 0:1

To był jeszcze lipiec i dopiero druga runda kwalifikacyjna, a mistrz Polski już przegrał na własnym boisku i ustawił się w paskudnym położeniu przed rewanżem, który też przegrał.

13.08.2008 Barcelona – Wisła 4:0

To były początki Barcelony Guardioli – w meczu z Wisłą jeszcze bez Messiego – ale już ze świetną grą. 4:0 całkowicie przesądziło sprawę, chociaż pewnym osłodzeniem było skromne zwycięstwo w rewanżu.

22.07.2009 Levadia – Wisła 1:0

Jeden z największych koszmarów ostatnich lat. Po remisie 1:1 w pierwszym meczu Wisła przegrała w rewanżu i odpadła już w drugiej rundzie eliminacyjnej:

4.08.2010 Lech – Sparta 0:1

W pierwszym meczu lechici przegrali 0:1, więc był to wynik z pewnością do odrobienia. W 50. minucie gry prysły jednak wszelkie nadzieje, bo rzut karny wykorzystał Kladrubsky. Dodajmy, że nie była to ostatnia runda eliminacji i Sparta ostatecznie nie weszła do Ligi Mistrzów, bo połamała sobie zęby na Zilinie.

23.08.2011 Apoel – Wisła 3:1

W pierwszym meczu 1:0 dla Wisły, w rewanżu – mimo słabej gry – Cezary Wilk trafił w 71. minucie i do samego końca utrzymywał się wynik premiujący mistrza Polski. Wtedy jednak trafił Ailton…

1.08.2012 Śląsk – Helsingborgs 0:3

Ależ to było bolesne zderzenie z europejską piłką. Sami Szwedzi mówili po meczu, że nie spodziewali się, że pójdzie im tak łatwo. A była to ledwie III runda eliminacyjna…

27.08.2013 Legia – Steaua 2:2

W pierwszym meczu 1:1 i mocno rozbudzone apetyty. A po dziewięciu minutach rewanżu Steaua prowadziła już 2:0 i spokojnie dograła mecz do końca. Niech nikogo nie zmyli wynik, awans nawet przez chwilę nie był blisko.

6.08.2014 Celtic – Legia 3:0 (wo)

Nie 0:2, tylko 3:0 – tak oficjalnie zakończył się ten pojedynek. Tym razem nie zamieszczamy filmu, bo sytuację najlepiej oddaje jedna fotografia:

29.07.2015 Lech – Basel 1:3

Sprawa nie jest jeszcze rozstrzygnięta, ale wynik odbiera nam wszelkie nadzieje…

Fot. FotoPyk

Engel jr: Nikogo w lidze nie zlekceważymy [video]

Written on Lipiec 29, 2015 at 8:46 pm, by

Kilka dni po obozie w Sielance zapytaliśmy dyrektora sportowego Polonii, Jerzego Engela jr o kilka interesujących nas zagadnień dotyczących przyszłego sezonu oraz naszych przygotowań. 

Post Engel jr: Nikogo w lidze nie zlekceważymy [video] pojawił się poraz pierwszy w Polonia Warszawa online | Duma Stolicy | Czarne Koszule | KSP.

Bilety w sezonie 2015/2016

Written on Lipiec 29, 2015 at 8:20 pm, by

Sprzedaż biletów na najbliższy sezon 2015/206 rusza w najbliższą sobotę 1 sierpnia. Jak podała strona oficjalna klubu kasy otwarte będą w godzinach 9-13. W tych samych godzinach bilety nabędziemy również w niedzielę 2 sierpnia. Przez cały następny tydzień kasy będą pracować[…] ↓ Przeczytaj całość ...

Post Bilety w sezonie 2015/2016 pojawił się poraz pierwszy w Polonia Warszawa online | Duma Stolicy | Czarne Koszule | KSP.

MKS Polonia Warszawa otrzymał licencję na grę w II LM

Written on Lipiec 29, 2015 at 1:40 pm, by

W dniu wczorajszym do klubu nadeszła pozytywna decyzja w sprawie przystąpienia naszego zespołu do rozgrywek II ligi męskiej w sezonie 2015/2016. Klub pozytywnie przeszedł weryfikację PZKosz. Sezon rozpocznie się na początku października.

VIII Międzynarodowy Turniej Piłkarski O „Puchar Pamięci Małego Powstańca”

Written on Lipiec 29, 2015 at 1:20 pm, by

Międzynarodowy Turniej Piłkarski o Puchar Pamięci Małego Powstańca to wyraz hołdu dla dzieci, które walczyły i ginęły w Powstaniu Warszawskim. Zawody odbędą się w dniach 31.07.2015-02.08.2015 r. na terenie Stołecznego Centrum Sportu AKTYWNA WARSZAWA przy ulicy Konwiktorskiej 6 w Warszawie. W roku 2015 Turniej związany jest z jubileuszem 71-szej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego.

Nie możesz myśleć, że jesteś Panem Piłkarzem. Tureckie przypadki Polaków

Written on Lipiec 29, 2015 at 10:55 am, by

Nie możesz myśleć, że jesteś Panem Piłkarzem. Tureckie przypadki Polaków

Kiedy czołowy piłkarz naszej ligi wyjeżdża nad Bosfor, z reguły mamy pewne obawy. Uzasadnione, bo ostatnie przypadki Polaków w Turcji każą się zastanowić, czy faktycznie Patryk Tuszyński obiera rozsądny kierunek. Czy za kilka chwil nie będzie musiał wracać do Polski z podkulonym ogonem i zaciągniętym hamulcem ręcznym? Czy pójdzie drogą Adriana Mierzejewskiego, a może skończy jak Arkadiusz Piech? Z reguły schemat jest prosty. Przyjeżdża Polak, robi dobre wrażenie na treningach, a do ligi ma prawdziwe wejście smoka. Co drugi myśli sobie wówczas, że to dopiero przystanek w drodze do Galatasaray czy Fenerbahce. Później dochodzi do zmiany trenera, w klubie zaczynają dziać się dziwne rzeczy i czym prędzej trzeba pakować torbę i zmienić otoczenie.

28 stycznia 2005 roku. Mirosław Szymkowiak trafia do Trabzonsporu. Lider reprezentacji Polski podejmuje ryzykowny krok. Start ma naprawdę świetny, Galatasaray oferuje za niego 5 milionów euro, ale działacze blokują transfer. Bo „Szymek” w Trabzonie jest niezbędny, jest osobą, na której cześć kibice układają kompilacje bramek, i która gdy tylko chce się przejść po mieście, nie ma co liczyć na jakąkolwiek prywatność.  - W pierwszym półroczu w Turcji strzeliłem dziewięć bramek i ludzie dosłownie nosili mnie na rękach. Szedłem sobie dłuższą chwilę główną ulicą, gdy nagle zorientowałem się, że za mną krok w krok idzie ze 150 osób. Tłum nagle zaczął skandować – „Simsik, Simsik!” – to słowo w ich języku oznacza „błyskawicę”. Podrzucali mnie na rękach, ciskali mną we wszystkie strony. A tu z kieszeni mi się drobne posypały, wypadła mi komórka. Kompletne szaleństwo – opowiadał Szymkowiak, który niezwykle szybko przekonał się, że gra w lidze tureckiej do nudnych nie należy. Jednego dnia jesteś królem, by w kolejnym zostać błaznem. Kamienie wielkości melonów rzucane w kierunku klubowego autobusu to normalka. Po porażce rytuał, prawie jak pomeczowa konferencja trenerów.

Oprócz tego, Szymkowiak miał okazję odczuć na własnym organizmie metody trabzońskich znachorów. Masz problemy ze zdrowiem? Trzy-cztery tabletki dziennie i do meczu wszystko będzie w porządku, ewentualnie wyjdziesz na boisko tak otumaniony, że nawet bólu nie odczujesz. Boli cię Achilles? No to zastrzyk. Jak to się skończyło, wszyscy pamiętamy. Organizm odmawiał, ale piłkarz miał grać, bo jak nie, to po kolejnej porażce działacze znów usłyszą pogróżki.

Szymkowiak odważył się na krok, który z jednej strony doprowadził go do życiowej formy, by później w mgnieniu oka zdemolować karierę. Po nim nad Bosfor ruszali kolejni, mając przed oczami właśnie trabzońską przygodę rodaka. Jechali z nadzieją, że będą mocniejsi. Że gdy już wypracują silną pozycję, to za nic nie dadzą się zrzucić z siodła.

Kamil Grosicki ponoć cały rok rozmawiał z Galatasaray, a koniec końców żegnał się z Sivassporem, będąc rezerwowym lub w ogóle nie łapiąc się do osiemnastki. Pierwszą rundę miał wręcz wymarzoną. Rajdami po skrzydle rozkochał w sobie kibiców, a po hat-tricku z Manisasporem tureccy dziennikarze zrobili z Polaka miejscowe bóstwo. Grosicki i tak wytrzymał w Sivas bardzo długo, zwłaszcza biorąc pod uwagę staż jego kolegi z kraju. Arkadiusz Piech przez Turcję tylko przeleciał. Siedem meczów, jeden gol i do widzenia. Na szczęście nie zdążył nikogo zlać. W lidze obowiązywał limit sześciu obcokrajowców w meczowej kadrze, a klub miał na utrzymaniu aż dziesięciu zawodników spoza Turcji.

21 milionów złotych, najwyższy transfer w historii naszej ekstraklasy. Adrian Mierzejewski już za samą wartość rynkową dostał w Trabzonie duży kredyt zaufania. W pierwszym sezonie spłacił go ośmioma asystami w lidze. W drugim był już na wylocie, nie miał miejsca nawet w meczowej osiemnastce, po czym Senol Gunes pożegnał się z klubem i Polak znów wrócił do łask. Mierzejewski musiał mieć twardą dupę, bo Turcy za kadencji Gunesa z każdej strony namawiali go, by skusił się na rozwiązanie kontraktu. Został, ostatni sezon miał bardzo dobry, po czym dziś może kąpać się w banknotach. Sportowo transfer do Arabii był krokiem wstecz. Finansowo? Adrian dobrymi występami w Trabzonie zapracował na kontrakt życia.

Dwa lata w tym samym klubie wytrzymał Arkadiusz Głowacki, który gdy tylko był zdrowy, to mógł liczyć na grę. Problem jednak w tym, że mało kiedy był zdrowy i opuścił ponad połowę meczów swojego zespołu. Wypełnił kontrakt, a nękanego urazami piłkarza Turcy nie chcieli dłużej utrzymywać. Obecność znajomego z Wisły nie pomogła braciom Brożek. Obydwaj nad Bosforem zaciągnęli ręczny hamulec i spuścili go dopiero po powrocie do Polski.

Przez trzy lata pewną pozycję w Istanbul BB miał Marcin Kuś, którego tureccy dziennikarze uznawali za jednego z czołowych prawych obrońców ligi. Co często powtarzał, było to spowodowane stabilnością w klubie. Jednak w końcu zmieniono trenera, a Polak – jak sam mówił – ostatni rok był w ciemnej dupie: – Kompletne odizolowanie, brak normalnych treningów, brak meczów, straszna monotonność zajęć w czteroosobowej grupce. Chociaż nie, czasem ktoś z pracowników klubu dołączy do gry w siatkonogę! To ma nas zmiękczyć, to taki rodzaj gry psychologicznej, ale pewnie gdyby chcieli, to mogliby nam bardziej zaszkodzić. Choinek akurat w klubie nie mieliśmy, więc nawet nie było, co rozbierać…

Rizespor, do którego trafił Patryk Tuszyński, świetnie zna Mariusz Pawełek. W Turcji zaliczył trzy kluby, ale z tak dziwną sytuacją jeszcze się nie spotkał. Został ściągnięty jako pierwszy bramkarz, bronił nieźle, po czym przed czwartą kolejką sprowadzono nowego trenera, a Pawełkowi rozpoczęto poszukiwania klubu na wypożyczenie. Zresztą sam był zszokowany zwyczajami panującymi w szatni. Opowiadał nam, że gdy w przerwie meczu schodził do szatni, to w okamgnieniu pojawiał się przy nim rezerwowy, by wyczyścić mu buty. Jednak, co najbardziej w niego uderzało to samotność i obłuda działaczy. W Rize Pawełek długo był sam jak palec, żona przylatywała na miesiąc, by następny spędzić w Polsce, z kolei dzieci zostawały wówczas z dziadkami. – Przytłaczało mnie to – mówił obecny bramkarz Śląska, tym bardziej, że w samym mieście naprawdę nie było nic do roboty. Pozostawało Play Station, bo i kontakt z chłopakami z drużyny ciężko było nawiązać.

Po raz ostatni Pawełek rozmawiał z tureckimi działaczami przy okazji transferu do Rize Ludovica Obraniaka. – Zadzwonił do mnie prezes i poprosił, żebym zachwalił Obraniakowi Rizespor. Zwrócił się do mnie „mój najlepszy bramkarzu”. Odpowiedziałem, że gdybym był najlepszy, to nie wysyłalibyście mnie na wypożyczenie – wspominał Pawełek.

Najlepszą markę Polakom w Turcji zrobił Szymkowiak, a później w jego ślady poszedł Mierzejewski. Na pewno kibice ciepło wspominają Grosickiego i Kusia, czy wcześniej Romana Dąbrowskiego. Michał Żewłakow nie ukrywał, że do Ankaragucu wybrał się tylko w celach zarobkowych, podobnie jak Jarosław Bieniuk i Piotr Dziewicki. O reszcie za wiele powiedzieć nie można. Co widać szczególnie w ostatnich latach, więcej naszych piłkarzy zawiodło, niż spełniło oczekiwania. Czy Tuszyński pójdzie śladem najlepszych? A może skończy, jak Piech, który czym prędzej musiał wiać znad Bosforu. Recepty na sukces nie ma. Jeśli któryś z Polaków mógłby podsunąć radę, to najkonkretniej w wywiadzie dla Weszło zrobił to Marcin Kuś.

- Nie możesz myśleć o sobie samym, że jesteś Panem Piłkarzem. Że skoro ciebie kupiono, to ty masz grać. Tam to nie przejdzie. W klubie jest trzech zawodników na jedną pozycję, nikt piłkarsko nie odstaje, pierwszy skład możesz wywalczyć tylko na treningu. W tygodniu zakładasz dechy, wychodzisz na boisko i jest jazda. Raz spróbowałem wyjść bez. Trener od razu to zauważył, ochrzanił i powiedział, że jeszcze raz tak zrobię, to mam iść do kasy. W Polsce jeden drugiego skrobnie, to od razu wielkie halo: co ty, kurwa, pojebało cię?! W Turcji faul jest faul. Jak trochę boli, to zaraz przestanie. Wstajesz, przybijasz piątkę i gramy dalej.

MICHAŁ WYRWA

Spółka odpowie na pytania kibiców

Written on Lipiec 29, 2015 at 8:26 am, by

Władze spółki wyraziły chęć spotkania z kibicami w najbliższą niedzielę. Na tę chwilę my, kibice, wiemy niewiele, a na pewno niewystarczająco dużo, dlatego jest to idealna okazja do zadawania pytań.  Dostaliśmy zapewnienie, że padną odpowiedzi nawet na te najtrudniejsze z[…] ↓ Przeczytaj całość ...

Post Spółka odpowie na pytania kibiców pojawił się poraz pierwszy w Polonia Warszawa online | Duma Stolicy | Czarne Koszule | KSP.

Cztery lata karuzeli – z happy endem. Jak Dzalamidze dojrzewał w Polsce

Written on Lipiec 29, 2015 at 8:21 am, by

Cztery lata karuzeli – z happy endem. Jak Dzalamidze dojrzewał w Polsce

Dziewiętnastoletni Gruzin. Chłopak znikąd. Przyjechał i pozamiatał, nawet się nie przywitał. Prawie w pojedynkę wygrał Widzewowi mecz z Koroną. Strzelił, podał, ośmieszył kilku gości – zachwycił, wywołując apetyt na więcej. Cztery i pół roku później odchodzi do średniaka ligi tureckiej za około pół miliona euro. Jeszcze sześć miesięcy i pewnie odszedłby za darmo. Jak na niego – transfer w sam raz, na miarę możliwości. Bo od kiedy go znamy, Nika Dzalamidze zawsze był jak zlepek kilku różnych zawodników. Raz świetny, zaraz słaby. Raz błyskotliwy, za chwilę do bólu chaotyczny. Piłkarz, którego liczne atuty przykrywają negatywne cechy i na odwrót.

Mimo wszystko, dla niego to sukces.

Tam skąd pochodzi, w miejscowości Oczamczyra w Abchazji, nie ma mowy o perspektywach ani w połowie tak dobrych, jakie miał w Białymstoku albo w Łodzi. Podobnie w Zugdidi, gdzie stawiał pierwsze kroki z piłką i dokąd uciekła cała jego rodzina, gdy w okolicy zaczęły się etniczne czystki – gdy każdy brał, co miał pod ręką, pakował syna, córkę, żonę i ruszał – by się uratować i zacząć od nowa w innym miejscu. Dzalamidze w Zugdidi. Jego ojciec był trenerem młodzieży w klubie, matka zajmowała się domem – i babcią, którą choroba przykuła do łóżka. On po prostu kopał piłkę. 

Wrażliwy chłopak. Zamknięty w sobie, za dużo nie mówił. Od kiedy go poznałem, zawsze był taki, ale dało się go lubić”, przyznaje Czesław Michniewicz.

Wysiadł z samolotu w lekkiej kurteczce, a to był styczeń, kilkanaście stopni na minusie, więc zaraz się przeziębił. Nos zarysowany, jakby z kimś się bił albo jakby go kot podrapał. Początek miał niefortunny. Kierownik drużyny, który odbierał go z lotniska, przy okazji poszedł wymienić jeszcze baterie w sport-testerach i zostawił go w tym zimnym samochodzie”, śmieje się Michniewicz.

Jako dzieciak, Nika wpadł w oko m.in. Benfice Lizbona, ale ta po krótkim rozpoznaniu rozmyśliła się z transferu. Był w CSKA Moskwa, lecz i tam z pewnością nikt nie dałby mu szansy, jaką dostał w walczącym o bezpieczny byt Widzewie. „Byłem na dwóch zgrupowaniach, zagrałem w sparingach, ale pozostanie w Rosji byłoby równoznaczne z grą w rezerwach”, mówił po przyjeździe do Polski.

Buty trzeba mu było kupić, ale przebojowość dołożył już od siebie. W jednym ze sparingów oglądał go śp. Andrzej Czyżniewski, dyrektor Arki Gdynia. Od razu szepnął Michniewiczowi, że jeśli Widzew zrezygnuje, to on zabiera chłopaka do siebie. „To był bodajże mecz z Bałtykiem. Zrobił taką akcję, że do teraz mam ją gdzieś nagraną”, przyznaje Michniewicz. Nika pojechał więc do Łodzi i błyskawicznie odpalił również w lidze. „Pomogło mi, że rywale nic o mnie nie wiedzieli”, przytakiwał w czasie pierwszego wywiadu dla Weszło, ale zupełnie nie brał pod uwagę, że w kolejnych meczach może być już trudniej.

Kręcił głową, jakby nie rozumiał. Dlaczego miałby wypaść słabiej?

14 meczów, 2 gole, 2 asysty – tak wyglądały jego statystyki po półroczu w polskiej lidze. Przy czym dwa gole i asystę zaliczył tylko w jednym, wspomnianym spotkaniu z Koroną.

Widzew mógł go wykupić z Baia Zugdidi za około 300 tysięcy euro, ale pieniądzem nie śmierdział. Kwota zresztą od początku wydawała się za duża, więc Marcin Animucki w końcu oficjalnie zakomunikował, że „rachunek zysków i strat sugeruje, by od transakcji odstąpić”. Gdy w połowie grudnia 2011 wypożyczenie Dzalamidze wygasło, kierownik Andrzej Góral odwiózł go na dworzec, wskazał kierunek na Warszawę i życzył udanego lotu do Tbilisi. Dziennikarze dopytywali czy ma już coś na oku, co z Jagiellonią, o której piszą media, ale „Dzala” tylko powtarzał, że nie wie, że od takich spraw ma menedżera i trzeba poczekać.

Pogłoski o Jagiellonii nie wzięły się znikąd. Michniewicz, który przygarnął Gruzina do Widzewa, chciał go też w kolejnym swoim klubie. Ba, kiedy niedługo po tym pracował już w Polonii, stwierdził: „gdybym wiedział, że tu trafię, Dzalamidze grałby w Warszawie, a nie w Białymstoku”.

Dziś podejrzewa, że gdyby Jagiellonia nie wyłożyła wówczas wymaganej sumy, nikt inny w Polsce mógłby się już Dzalamidze nie zainteresować. „Robiliśmy wszystko, żeby go sprowadzić i to się udało, tylko co z tego, skoro nas zaraz już nie było. Co mnie tak w nim urzekło? Miał olbrzymią plastyczność w ruchach, swobodę. Lubiłem jak gra i uważam, że trochę mu w Polsce pomogłem”, mówi.

Niezmiennie miał o Gruzinie dobrą opinię.

Pytanie: czy Nika wystarczająco za nią się odpłacał? Plany krzyżowały mu urazy – zwłaszcza zerwane więzadła, po których przez dziewięć miesięcy nie mógł wrócić na boisko. Zmężniał, dojrzał. Ale ani wcześniej, ani po mozolnej rehabilitacji nie błyszczał tak, jak można było oczekiwać. W każdym sezonie dałoby się zebrać kompilację zagrań, która pokazywałaby go jako świetnego zawodnika. Gorzej, że często w tych samych meczach zaliczał również takie, które nie mówiły o nim niczego pozytywnego.

Powtarzano, że to specyficzny piłkarz – nie każdy wie jak z nim postępować. Ale Probierz ewidentnie ten właściwy klucz odnalazł. „Teraz to wzór pracy w ofensywie i defensywie. Piłkarz, który – jeśli ominą go kontuzje – za rok, dwa będzie gotowy, by się wyróżniać w dobrej europejskiejlidze, mówił w wywiadzie dla Weszło w czerwcu. Niespełna rok po tym jak sami napisaliśmy, że czas wziąć się w garść, bo dla Dzalamidze polska liga powoli robi się za ciasna – tylko niekoniecznie w pożądanym znaczeniu.

W idealnym momencie, w ostatnim roku obowiązywania kontraktu, znowu poszedł w górę – zresztą jak i cały zespół Jagiellonii. W jednym sezonie zaliczył więcej asyst niż we wszystkich poprzednich w Polsce.

Znów pracował na zainteresowanie.

Zanim zerwał więzadła, mógł za duże pieniądze odejść do Wolfsburga”, twierdzi Michniewicz. „Cieszę się, że się odrodził i zapracował na ten transfer. Zawsze był na boisku trochę smutny, jak Marcin Budziński. Wrażliwi chłopcy. Mają coś wspólnego. Ale przede wszystkim – obaj potrafią grać w piłkę”.

Paweł Muzyka

Backstage z Sielanki. Sparing z Hapoelem

Written on Lipiec 29, 2015 at 5:53 am, by

Dziś prezentujemy Wam kolejny materiał Pana Janusza Kłosińskiego z Sielanki. Tym razem obrazy ze sparingu z izraelskim Hapoelem Kwar Saba (0:0). 

Post Backstage z Sielanki. Sparing z Hapoelem pojawił się poraz pierwszy w Polonia Warszawa online | Duma Stolicy | Czarne Koszule | KSP.

10 dni do rozpoczęcia ligi.

Written on Lipiec 29, 2015 at 12:11 am, by

Już za niecałe 2 tygodnie ruszają, tak bardzo przez nas wyczekiwane, rozgrywki III ligi łódzko-mazowieckiej. Polonia Warszawa zainauguruje ligę meczem u siebie, 8 sierpnia o 17:00 z Pelikanem Łowicz. Zanim ruszą rozgrywki, warto przyjrzeć się zmianom w III lidze, a[…] ↓ Przeczytaj całość ...

Post 10 dni do rozpoczęcia ligi. pojawił się poraz pierwszy w Polonia Warszawa online | Duma Stolicy | Czarne Koszule | KSP.