Skip to Content

Wrocław odcina pępowinę. Czy Śląsk utrzyma się na powierzchni? 

Written on Lipiec 6, 2015 at 5:30 pm, by

Wrocław odcina pępowinę. Czy Śląsk utrzyma się na powierzchni? 

Osiem lat dojenia miejskiego budżetu. Wyciągania kasy, dzięki której Śląsk zamienił III-ligowe boiska na udział w europejskich pucharach. W przyszłym tygodniu w kwestiach właścicielskich powinno dojść do kolejnego przetasowania. Po długim okresie przyszedł czas, by odciąć pępowinę i sprawdzić, czy Śląsk poradzi sobie bez Wrocławia. Miasto zaprasza do negocjacji celem sprzedaży swoich akcji w klubie, który już chyba na dobre został wyciągnięty z czeluści polskiego futbolu.

18 kwietnia 2007 roku, Cardiff. Michel Platini ogłasza rewolucyjną dla polskiej piłki informację o przyznaniu nam organizacji EURO 2012. Jednym z gospodarzy turnieju ma zostać Wrocław. Miasto, które w tamtych czasach Ekstraklasie nie kojarzyło się ze Śląskiem, tylko z licznymi wypadami piłkarzy i trenerów do prokuratury. Decyzja UEFA zmieniła jednak krajobraz wrocławskiego futbolu i przywróciła miastu drużynę, która od pięciu lat dryfowała między II a III ligą. Drużynę, która rywalizację w Słubicach i Dobrzeniu Wielkim zamieniła na walkę z Sevillą czy Brugią.

Piłkarski Śląsk stał się potrzebny miastu, a miasto od lat było niezbędne Śląskowi. Ta wspólna zależność miała nieść obydwu stronom same korzyści. Rywalizujący o najwyższe cele piłkarze mieli zapełniać stadion, a o Wrocławiu znów było głośniej w Europie. Od Cardiff minęło już osiem lat. Pytanie, czy faktycznie wszystko ułożyło się po myśli prezydenta Rafała Dutkiewicza i ludzi zarządzających klubem?

Nadzieja w legendzie

Sześć lat na piłkarskiej prowincji. Zacięte rywalizacje z Walką Makoszowy czy Górnikiem Jastrzębie Zdrój. W końcu Śląsk musiał zostać skomunalizowany, by z miejskich pieniędzy zapewnić zespół zdolny do powrotu na ekstraklasowe boiska. Wówczas w gabinecie prezydenta Dutkiewicza rozpętała się burza mózgów. Kto udźwignie ciężar gry o awans? Ryszard Tarasiewicz czy Tadeusz Pawłowski? Postawiono na tego pierwszego. Główny powód? Lepiej znał krajowe realia, a w dodatku już podczas pierwszej kadencji w klubie awansował do II ligi. „Taraś” otoczył się ciekawymi piłkarzami. Brylowali albo goście, którzy za Śląsk daliby się pokroić, jak Dariusz Sztylka, no albo młodzi z aspiracjami na grę nawet w reprezentacji – Janusz Gancarczyk.

Wrocławianie awansowali do Ekstraklasy z drugiego miejsca, a Tarasiewicz znów wyłapywał ludzi, z którymi chciał osiągnąć lepszy wynik niż tylko gra o utrzymanie. W 2008 roku uznano go za wariata, gdy po sprowadzeniu Sebastiana Mili, powiedział drużynie, że w roku polsko-ukraińskich mistrzostw Europy Śląsk będzie najlepszy w kraju. Deklarację trenera podgrzał jeszcze Mila: „W tym zespole widzę kilku przyszłych reprezentantów Polski”. Nawet w opinii kibiców Śląska obydwaj porwali się z motyką na słońce, ale mieli rację. W kadrze sprawdzeni zostali Mariusz Pawelec, Piotr Celeban, Antoni Łukasiewicz, a o przypadku dzisiejszego lidera Lechii Gdańsk nie trzeba w ogóle przypominać. Sprowadzenie Mili kosztowało miasto ogromne pieniądze, ale Tarasiewicz uparł się, że z tym człowiekiem poprowadzi Śląsk po upragniony tytuł. Budżet został mocno nadszarpnięty, jednak transfer Mili zwrócił się z nawiązką.

Docelowym planem ludzi zarządzających Śląskiem była redukcja finansów wyciąganych z miejskiego budżetu. Klub miał wrócić do Ekstraklasy, pokazać się z dobrej strony i przyciągnąć inwestora, który wyłoży na zespół jeszcze więcej kasy. Zamysł Dutkiewicza sprawdził się w stu procentach, bo beniaminek na dzień dobry zdobył Puchar Ekstraklasy i zajął wysokie szóste miejsce w lidze. Większościowy pakiet akcji Śląska wykupiła spółka Zygmunta Solorza, no i rozpoczął się krótkotrwały i burzliwy mariaż miasta z biznesmenem, w którym za oczko w głowie miał uchodzić zespół piłkarski. Miał, bo przecież tajemnicą nie było, że dla Solorza futbol to kompletna abstrakcja. Prędzej interesowało go, w jaki sposób zagospodarować teren wokół nowego stadionu. Zaplanował nowoczesną galerię handlową, której zyski miały być przekazywane na budowę najsilniejszego klubu w Polsce, co roku walczącego o Ligę Mistrzów. To miała być samo napędzająca się maszyna.

Póki Solorz – z pomocą miasta – opróżniał portfel, by budować silny Śląsk, ściągano kolejne głośne jak na nasze warunki nazwiska. Marian Kelemen otrzymał we Wrocławiu pensję sięgającą 35 tysięcy euro miesięcznie. Informację o zarobkach Słowaka stara gwardia odebrała jako pobudkę do renegocjacji umów. I tak na konta piłkarzy przychodziły coraz większe przelewy, mieszkańcy z zaciekawieniem czekali na upragniony 2012 rok, a urzędnicy mieli pełny spokój i nie musieli obawiać się komentarzy ze strony wrocławian, którzy swoimi podatkami opłacali przecież część pensji piłkarzy.

Mistrz z komornikiem

Gdy formuła współpracy z Tarasiewiczem była już na wyczerpaniu, drużynę powierzono Orestowi Lenczykowi. I znów w klubie znalazły się kolosalne pieniądze, dzięki którym można było utrzymywać dwóch trenerów, bo przecież „Taraś” pozostawał zawieszony w swoich obowiązkach. Rozpusta trwała w najlepsze. Niby po taniości do Wrocławia trafił Cristian Diaz, a po latach okazało się, że Śląsk wciąż spłacał prowizję za transfer Argentyńczyka. Mila nie ma zastępcy? To wyciągamy pół miliona euro na Cetnarskiego. Jeszcze mało tych ofensywnych pomocników? A to niech będzie Stevanović z potężnym wynagrodzeniem. Nikt nie miał zamiaru podliczać, ile pieniędzy kosztuje utrzymanie zespołu, bo cel sportowy był jeden: mistrzostwo Polski w 2012 roku. A pozasportowy? Na długie lata zeswatać Śląsk z Solorzem.

Tylko, że o ile biznesmena można spotkać na galach sportów walki, tak za piłką nigdy nie przepadał. Nie interesował go nawet wynik meczu zespołu ulepionego także i z jego pieniędzy. W końcu prezydentowi Wrocławia udało się namówić Solorza na odwiedziny Oporowskiej przy okazji meczu z Dundee United. Dutkiewicz wręczył milionerowi szalik Śląska i zaprosił na trybuny, a znudzony współwłaściciel omal na nich nie usnął. Więcej już stadionu nie odwiedzał. Co się stało z planem budowy galerii handlowej, wszyscy doskonale wiedzą. Mimo to kasa miasta i biznesmena pozwoliła Lenczykowi stworzyć mistrzowski zespół. Śląsk na miesiąc przed EURO 2012 został najlepszą drużyną w kraju. Tylko, że o tytuł walczył wówczas, gdy klub był nad przepaścią. Spółka utraciła płynność finansową, a miasto zadecydowało o pożyczeniu sekcji piłkarskiej 12 milionów złotych. Sześć za siebie, sześć za Solorza. Biznesmen miał oddać pieniądze pod warunkiem, że odzyska część nakładów poniesionych za niezagospodarowaną działkę wokół nowego stadionu. Kwestia nieruchomości do dziś jest zagmatwana, stąd wobec klubu wszczęto egzekucję komorniczą. Śląsk zadeklarował, że do 2017 roku zwróci miastu dwanaście baniek. Mało? Działacze zapożyczyli się na kolejne cztery miliony w miejskich wodociągach. Innego rozwiązania nie było, bo jakoś w końcu trzeba opłacić kolosalne pensje piłkarzy.

Ogromny sukces z 2012 roku okazał się przykładem, jak szybko można rozmontować niestabilny finansowo klub. Na bycie Śląska zależało tylko miastu, bo gdy Solorz zrozumiał, że na polskiej piłce jednak się nie dorobi, przelewy z jego spółki coraz rzadziej wpływały do klubu. Zresztą, nawet gdy drużynie nie szło, za sznurki pociągali ludzie z ratusza. Na słynnych taśmach prawdy słyszeliśmy, jak Lenczyk tłumaczy się samorządowcom, a kilka miesięcy później w tym samym miejscu postawiono mu weto – zabierzesz Diaza do Hannoveru, albo sobie podziękujemy. Trener posłuchał działaczy, Argentyńczyk znalazł się w kadrze, a po powrocie z Niemiec mógł już pakować walizki.

Konflikt między współwłaścicielami narastał, stąd we wrześniu 2013 roku w klubie ogłoszono upadłość. Nieoficjalne źródła mówiły o ponad 50-milionowym długu Śląska wobec właścicieli i piłkarzy. Solorz wypowiedział jawną wojnę, której głównym argumentem miał być zwrot biznesmenowi blisko 30 milionów nakładu za prace wykonane pod budowę galerii handlowej. Proces upadłościowy miał być odpowiedzią Solorza na próbę zlicytowania klubu przez Rafała Dutkiewicza. Na szczęście dla piłkarskiego Wrocławia, strony doszły do porozumienia i miasto odkupiło udziały biznesmena w Śląsku. Jak wyglądałby dziś klub, gdyby znów nie został w pełni skomunalizowany? Podzieliłby los Polonii Warszawa, Widzewa, ŁKS-u czy Dyskobolii. A zatem mozolne budowanie nowej spółki, zaczynając od IV ligi.

Krajobraz po burzy

Niecałe dwa lata po ogłoszeniu upadłości Śląsk wychodzi na prostą. Po długim okresie narastających długów, 2014 rok udało się zakończyć na finansowym plusie. W klubie poczyniono ogromne oszczędności, zaczynając od pensji piłkarzy, a kończąc na takich drobnostkach, jak umowy z firmami przewożącymi drużynę. Kompletna reorganizacja, ograniczenie administracji i poszukiwanie oszczędności dosłownie wszędzie. Po medialnych wojnach między poprzednimi współwłaścicielami, udało się znaleźć kolejnych inwestorów. Trzy wrocławskie spółki założyły konsorcjum, które posiada większościowy pakiet akcji w klubie. Tydzień temu miasto ogłosiło, że zaprasza do negocjacji w sprawie zbycia swoich akcji w Śląsku. Wszystko wskazuje na to, że znów wygra Wrocławskie Konsorcjum Sportowe i zostanie posiadaczem ponad 94 procent akcji w klubie. Ludzie zarządzający tymi spółkami deklarują walkę ze Śląskiem o Ligę Mistrzów i długą dominację na arenie krajowej. Słyszeliśmy już to wielokrotnie, a ci co najgłośniej mówili z reguły dziś na dobre odpuścili sobie polską piłkę. Nad klubem wciąż wisi widmo spłaty dwunastomilionowej pożyczki z 2012 roku, jednak krok po kroku kolejne kwoty wpływają do budżetu miasta. Przykładowo: niemal cała kasa ze sprzedaży Sebastiana Mili powędrowała na spłatę długu. Śląsk odbił się już od dna, a jego zarząd ma pomysł na zapewnienie długiej płynności finansowej. Pytanie tylko, czy nowi właściciele będą skłonni do prawdziwej pomocy klubowi i twardo stąpając po ziemi zaplanują takie kroki, by klub z dużego miasta znów się nie wywrócił.

W każdym razie, ponad osiem lat po wystąpieniu Platiniego można się zastanowić, gdzie dziś byłby Śląsk. Na lata jednak – dzięki decyzji UEFA – klub ma zabezpieczenie w postaci ogromnego stadionu, na którym musi występować ekstraklasowy zespół. Pewnie gdyby nie organizacja EURO 2012, wrocławianie wciąż chodziliby na mecze przeciętnej drużyny rywalizującej gdzieś między dołem tabeli Ekstraklasy a I ligą. Jeśli nie niżej…

Dziś władze Wrocławia zakładają, że Śląsk w końcu będzie samodzielny i co pół roku nie będzie musiał drżeć o swój byt. Wkład miejskich pieniędzy był nieoceniony, ale w końcu ma nadejść moment, w którym spółka znów zostanie sprywatyzowana. Po 14. lipca za sukcesy powinni odpowiadać nowi biznesmeni, a samorząd – z pięcioprocentowym zabezpieczeniem akcji – wszystkiemu będzie przyglądał się z tylnego siedzenia. Czy tym razem faktycznie się uda?

MICHAŁ WYRWA

Fot. FotoPyK

Poloniści będą przygotowywać się w Kołobrzegu

Written on Lipiec 6, 2015 at 12:59 pm, by

Przygotowania do sezonu 2015/16 trwają. Polonia bardzo szybko wzmacnia się. Do kadry dołączyło już pięciu nowych graczy, którzy już wkrótce pod wodzą Igora Gołaszewskiego staną do walki o II ligę. W przyszłym tygodniu „Czarne Koszule” wybiorą się na obóz do[…] ↓ Przeczytaj całość ...

Post Poloniści będą przygotowywać się w Kołobrzegu pojawił się poraz pierwszy w Polonia Warszawa online | Duma Stolicy | Czarne Koszule | KSP.

Janiszewski trenuje ze Zniczem. Giedrys o Polonii

Written on Lipiec 6, 2015 at 7:05 am, by

Potwierdzamy naszą informację sprzed kilku dni. Grzegorz Janiszewski trenuje z II ligowym Zniczem Pruszków. Według oficjalnej strony Znicza młody obrońca został dołączony do kadry drużyny na zgrupowanie w Trzciance, które potrwa do 12 lipca. Ciekawie wyglądają natomiast kolejne zwolnienia expolonistów[…] ↓ Przeczytaj całość ...

Post Janiszewski trenuje ze Zniczem. Giedrys o Polonii pojawił się poraz pierwszy w Polonia Warszawa online | Duma Stolicy | Czarne Koszule | KSP.

Pierwsi zakontraktowani zawodnicy!

Written on Lipiec 5, 2015 at 10:26 am, by

Strona oficjalna poinformowała, że Polonia podpisała już pierwsze kontrakty z nowymi zawodnikami. Możemy pochwalić się czwórką nowych zawodników.  Zespół wzmacnia Piotr Kosiorowski, Mariusz Marczak, Zbigniew Obłuski i Marcin Truszkowski. Szczególnie miłą informacją jest powrót Kosiorowskiego. To wychowanek „Czarnych Koszul”, który grał w zespole z[…] ↓ Przeczytaj całość ...

Post Pierwsi zakontraktowani zawodnicy! pojawił się poraz pierwszy w Polonia Warszawa online | Duma Stolicy | Czarne Koszule | KSP.

Ciągle w trasie. Poznajcie „piłkarza testowego”.

Written on Lipiec 4, 2015 at 2:31 pm, by

Ciągle w trasie. Poznajcie „piłkarza testowego”.

W polskich klubach trwa właśnie okres testowania. Skala jak zwykle wielka, tylko nieliczni trenerzy nie korzystają z możliwości „dotknięcia piłkarzy” lub chociaż sprawdzenia, jak dany delikwent wchodzi po schodach. Powiecie, że lepiej testować, niż podpisywać kontrakty z byle kim i pewnie byśmy się z wami zgodzili, ale umówmy się – masówka, którą odstawiają nasze kluby (nie tylko Ekstraklasy) poważnie nie wygląda.

Doszliśmy nawet do takiego stanu, że – pół żartem, pół serio – można wskazać nową kategorię zawodników. Nazwijmy ją „piłkarz testowy”. Jest to hobby z pogranicza sportu i turystki, które polega na zaliczaniu jak największej liczby klubów w okresie pomiędzy sezonami. Czasami udaje się dzięki tej zajawce znaleźć pracę, lecz czasami pozostaje jedynie chwalenie się swoją kolekcją zwiedzonych miejscówek przed znajomymi.

Fajną ciekawostką w tej tematyce podzielił się ostatnio na Twitterze Mateusz Sokołowski, współautor filmu dokumentalnego o Polonii Warszawa pt. „Kasa będzie jutro”. Otóż prawdopodobnie znalazł on rekordzistę. Chłopaka, który o testach mógłby opowiadać godzinami, wszak zjechał Polskę wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu drużyny dla siebie.

Nazywa się Bartosz Tyktor, ma 24 lata i epizody w młodzieżowych reprezentacjach za sobą. Środkowy obrońca. Ostatni sezon spędził w Górniku Wałbrzych, lecz jego stałą bazą wypadową wcześniej była Zielona Górna, gdzie reprezentował barwy Lechii i UKP Stelmetu. Dziś przywdział trykot Chojniczanki Chojnice w sparingu przeciwko Bytovii. Na Pomorzu przebywa rzecz jasna na testach. Już czternastych w swojej bogatej karierze.

Lipiec 2015 – Chojniczanka Chojnice
Lipiec 2015 – Olimpia Grudziądz
Lipiec 2014 – Zagłębie Sosnowiec
Lipiec 2014 – Siarka Tarnobrzeg
Czerwiec 2014 – Zagłębie Lubin
Czerwiec 2014 – Piast Gliwice
Czerwiec 2013 – Widzew Łódź
Czerwiec 2012 – Lech Rypin
Styczeń 2012 – Chojniczanka Chojnice
Lipiec 2011 – Ermis Aradippou (Cypr)
Czerwiec 2011 – Dolcan Ząbki
Listopad 2010 – Pogoń Szczecin
Grudzień 2008 – Cracovia (ME)

Dodatkowo w „Gazecie Lubuskiej” znaleźliśmy informację, że testował go mistrz Norwegii, lecz szczegółów niestety brak. Wzmianki o Tyktorze można wyczytać również w kontekście gry w drużynach Młodej Ekstraklasy Lecha Poznań i Legii Warszawy, ale nie wiadomo, czy miał okazję zaprezentować swoje umiejętności. Oczywiście niewykluczone są również testy, które nie doczekały się odnotowania w mediach klubowych lub lokalnych. Gwoli ścisłości należy wspomnieć, że dwa razy chłopak miał pecha, bo w trakcie testów w Chojniczance (pierwszych) i Widzewie doznał kontuzji.

Dziwimy się kolejnym klubów, które chłopaka zapraszają – choćbyśmy nie wiadomo jak nie cenili naszych trenerów, szansa, że w ocenie piłkarza pomyliło się ich aż kilkunastu jest raczej nikła. Mimo wszystko, gratulujemy mu jednak wytrwałości i prawdopodobnie rzutkiego doradcy, bo ktoś mu to zwiedzanie kolejnych klubów zapewne załatwia.

Solidarność na Camp Nou i Smolarek tańczący przy linii. Rocznica meczu z ZSRR

Written on Lipiec 4, 2015 at 11:06 am, by

Solidarność na Camp Nou i Smolarek tańczący przy linii. Rocznica meczu z ZSRR

Po bezbramkowych remisach z Włochami i Kamerunem, które nie napawały nadmiernym optymizmem oraz wysokiej wygranej z Peru, reprezentacja Polski awansowała do drugiej fazy grupowej mistrzostw świata w 1982 roku. Mistrzostw, które nazywamy najwspanialszym serialem stanu wojennego. Tam poszło już znacznie lepiej. Zaczęliśmy od ogrania 3:0 Belgów, a mecz, który decydował o naszym być albo nie być, miał miejsce równo 33 lata temu. Wtedy, w Barcelonie, spotkaliśmy się ze Związkiem Radzieckim. 

Do wyjścia z grupy wystarczył remis. Udało się, ale było naprawdę nerwowo. Tamten mecz miał jeszcze jeden wydźwięk. Jak nie trudno się domyśleć, chodziło o politykę. Świadkowie opowiadali, że na kilka minut monumentalne Camp Nou zamarło. Ludzie nie patrzyli na boisko. Ich uwagę skutecznie absorbował pewien charakterystyczny transparent. Był w biało-czerwonych barwach, oczywiście z napisem Solidarność. Miał 15 metrów długości i 3 szerokości. Akcja była urządzona z rozmachem. Organizatorzy doskonale wiedzieli do którego miejsca najczęściej docierać będzie oko telewizyjnych kamer. A transparentów było kilka.

Po jakimś czasie do transparentu doczepiła się policja. Polacy stawiali opór, a pomagali im Hiszpanie i Włosi. Na stadionie wrzało. Ludzie krzyczeli hasła typu „Polonia” i „Solidaridad”. Potem funkcjonariusze tłumaczyli, że musieli zwinąć transparent z osobistego rozkazu ambasadora Moskwy w Madrycie. Następnego dnia o akcji pisała światowa prasa. Francuski „L’Equipe” poświęcił temu cały artykuł, wspominając o czterystu Polakach, którzy wybrali się do Hiszpanii. Dodali, że koszty, które przy tym ponieśli, były równowartością czteroletniej pensji. Plakaty i znaczki Solidarności sprzedawano nawet na hiszpańskich deptakach, co wzbudzało zainteresowanie nie tylko miejscowych, ale i przyjezdnych, którzy przyjechali obejrzeć piłkę na najwyższym poziomie.

Co najbardziej utkwiło w pamięci ludzi z wydarzeń boiskowych? Oczywiście Włodzimierz Smolarek i jego słynny taniec przy chorągiewce. Tego typu grę na czas do dziś nazywa się jego imieniem. Do końca nie wiadomo, czy nauczył się tego sam, czy gdzieś podpatrzył. Ważne, że inwencja Smolarka była mostem prowadzącym reprezentację Polski do półfinału mundialu. Tam, niestety, musieliśmy uznać wyższość Włochów, ale na pudło załapaliśmy się po wygranej z Francją.

Inter dogadał się z Legią. Duda najdrożej sprzedanym piłkarzem w historii polskiej ligi

Written on Lipiec 4, 2015 at 11:00 am, by

Inter dogadał się z Legią. Duda najdrożej sprzedanym piłkarzem w historii polskiej ligi

Szefowie Legii dobili targu z przedstawicielami Interu Mediolan i sprzedadzą Ondreja Dudę (21 l.)! Reprezentant Słowacji będzie kosztował 5,75 miliona euro, dzięki czemu zostanie najdroższym piłkarzem sprzedanym z polskiego klubu – czytamy w sobotniej prasie. Wiele wskazuje na to, że niekończąca się saga właśnie znajduje swój finał.

FAKT

Zaczynamy. Stilić trzyma kciuki za Lecha.

Semir Stilić (27 l.) nie ma wątpliwości, komu będzie kibicował w dwumeczu Lecha z FK Sarajewo w eliminacjach Ligi Mistrzów. – Tylko Kolejorz! – mówi piłkarz, który w letniej przerwie przeszedł z Wisły do APOEL Nikozja. (…) – A jeszcze niedawno z Jasminem Buriciem byłem na wakacjach. Nie mogę się rozstać z waszym kraje. Grałem tutaj w końcu przez pięć i pół roku i to była świetna przygoda. Mogę powiedzieć, że Polska to mój drugi dom – dodaje. Trener Lecha Maciej Skorża (43 l.) bardzo chciał, żeby Bośniak wrócił do Poznania. – Trener mieszka piętro wyżej, trzeba jego pytać – zawodnik ucieka od konkretnej odpowiedzi na pytanie, czy faktycznie miał ofertę.

A jednak – Inter przyklepał transfer Dudy.

Szefowie Legii dobili targu z przedstawicielami Interu Mediolan i sprzedadzą Ondreja Dudę (21 l.)! Reprezentant Słowacji będzie kosztował 5,75 miliona euro, dzięki czemu zostanie najdroższym piłkarzem sprzedanym z polskiego klubu. T o był szalony piątek dla słowackiego pomocnika. Rano we włoskich mediach pojawiła się informacja, że transfer pomocnika został wstrzymany przez działaczy Interu, choć wszystkie warunki umowy były ustalone od kilku tygodni. – Jeśli Ondrej zostaje, na pewno nie będziemy płakać – mówił nam rano prezes Legii Bogusław Leśnodorski (40 l.). W piątek popołudniu negocjacje pomiędzy szefami klubów nabrały jednak tempa i strony doszły do porozumienia. Słowak ostatecznie przeniesie się na San Siro, a na jego odejściu Legia zarobi rekordowe jak na nasze warunki 5,75 miliona euro.

Z kolei Tytoń chciał wyrzucić rywala z pokoju.

Tego Przemysław Tytoń (28 l.) się nie spodziewał. Nowy bramkarz VfB Stuttgart na przedsezonowym zgrupowaniu musi dzielić pokój z konkurentem do miejsca między słupkami. Szkoleniowiec niemieckiego klubu Alexander Zorniger (48 l.) uznał, że Polak powinien lepiej się poznać z australijskim bramkarzem Mitchellem Langerakiem (27 l.). – Miałem ochotę wyprosić go z pokoju i zamknąć drzwi na klucz. Niestety, Mitchell ma zapasowy komplet – żartował Tytoń.

SUPER EXPRESS

W Rzeczpospolitej brak piłkarskich tekstów, w Gazecie Wyborczej – to samo. Dlatego przechodzimy do kolejnego tabloidu.

Kownacki wytatuował sobie mamę na piersi.

Wspaniałe zachowanie Dawida Kownackiego (18 l.). Napastnik Lecha Poznań niedawno wytatuował sobie na piersi wizerunek swojej ukochanej mamy, Anety. – Mama jest dla mnie bardzo ważna. Teraz już w każdej chwili będzie ze mną – mówi „Kownaś”. Kownacki już od dłuższego czasu myślał o takim tatuażu. – Mama o niczym nie wiedziała, to był prezent dla niej – opowiada „Super Expressowi”. – Udałem się do studia tatuażu dzień przed Dniem Matki, a nazajutrz poszedłem do mamy i pokazałem prezent. Była bardzo wzruszona, w jej oczach pojawiły się łzy. A ja cieszę się, że mogłem sprawić jej tak dużą przyjemność – podkreśla. (…) Kownacki na razie nie planuje kolejnych tatuaży. Zamierza skupić się tylko na piłce i walce Lecha o awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów. – Jeśli nawet zrobię sobie tatuaż w przyszłości, to na pewno nie będą to głupoty typu jakieś smoki. Musi mieć to przekaz, coś znaczyć. A czas spędzony na fotelu w salonie u Maćka wspominam świetnie. Bolało mocno, dużo bardziej niż podczas starć meczowych. Ale pomogła świetna atmosfera, Maciek zagadywał mnie, bym nie myślał tak dużo o bólu. I czas szybko zleciał – wspomina Kownacki.

Duda w Interze.

Ondrej Duda będzie piłkarzem Interu Mediolan! Jak się dowiedzieliśmy jako pierwsi, Legia Warszawa wreszcie doszła do porozumienia w sprawie transferu słowackiego piłkarza. Duda podpisze z włoskim klubem pięcioletni kontrakt, a Legia zarobi na tym 5 milionów euro plus bonusy. Negocjacje trwały blisko dwa miesiące, ale wbrew temu, co donosiły media, nie było niebezpieczeństwa ich zerwania. Włosi bez problemów zaakceptowali kwotę jakiej za Dudę zażądała Legia. Rozbieżności dotyczyły wyłącznie ewentualnych bonusów, na które Inter długo nie chciał się zgodzić i sposobu płatności. Mediolańczycy optowali za rozłożeniem sumy transferowej na raty, czemu sprzeciwiali się szefowie wicemistrzów Polski. Stołeczny klub przeciągał rozmowy, bo negocjatorzy z Legii wiedzieli, że Włosi prędzej czy później przystaną na ich warunki, bo na w sprowadzenie Dudy naciskał trener „niebiesko – czarnych” Roberto Mancini, który stwierdził, że Ondrej ma równie duże możliwości i talent, co gwiazdor Napoli i kolega Dudy z reprezentacji Słowacji – Marek Hamsik. Informacje o zawieszeniu rozmów i rezygnacji Interu z transakcji były wyłącznie zasłoną dymną. Podobnie jak plotki o włączeniu się do wyścigu o Dudę AS Monaco i niemieckiego Wolfsburga.

SPORT

Sobotnia okładka.

Psychologiczna przewaga. Dopiero dziś możemy poczytać o czwartkowej wygranej Śląska w Europie.

Niełatwa bya to inauguracja pucharowej przygody, ale też nie nadzwyczaj trudna. Zwycięstwo 1:0 z Celje, chociaż skromne, zostało odniesione dosyć pewnie. Śląsk Wrocław wrócił ze Słowenii z tarczą i za tydzień przed własną publicznością powinien dopełnić formalności i awansować do II rundy eliminacji Ligi Europy. Tam czeka już szwedzki IFK Goeteborg. – Mamy dobry wynik, ale to jest dwumeczu. W rewanżu musimy być skoncentrowani – powiedział Jacek Kiełb, który debiutował w oficjalnym meczu Śląska. (…) – Było kilka mankamentów w naszej grze. Przede wszystkim jeżeli chodzi o jej płynność. Myślę, że w drugiej połowie mogło to wyglądać troszkę lepiej, ale tutaj zwróciłbym uwagę na wysoką temperaturę. To przełożyło się na motorykę, bo jesteśmy dopiero w drugim tygodniu przygotowań. Ogólnie jednak zagraliśmy dobrze, wygraliśmy zasłużenie i mamy przewagę psychologiczna przed rewanżem – powiedział trener Śląska.

Górnik Zabrze jest pewny, że zdąży na pierwszy mecz.

Z naszych informacji wynika, że żadnego zagrożenia dziś nie ma. Budowę lustrował już strażak, który wydał pozytywną opinię na piśmie, a na początku przyszłego tygodnia ma zostać dokonany odbiór budowlany. Spodziewana jest też wizyta policji. – Termin wysłania dokumentów zostanie oczywiście dotrzymany. Policja już wstępnie dwa razy lustrowała stadion i jej opinia jest pozytywna. Z odbiorem budowlanym też nie powinno być problemu. Myślę, ze w najbliższych dniach będziemy mieć wszelkie papiery potwierdzające, że na początku sierpnia na dolnej części trybuny południowej mogą siąść kibice – mówi Tadeusz Dębicki, prezes spółki Stadion w Zabrzu. Zamontowanych zostało 3000 krzesełek, gotowe są też wygrodzenia oraz podesty dla niepełnosprawnych.

Zrobiliśmy psikusa – mówi Sebastian Nowak z Termaliki.

W poprzednim sezonie był jakiś moment, w którym zwątpił pan w awans Termaliki do ekstraklasy
– Ale zrobiliśmy ludziom w całej Polsce psikusa, nie?

Niby dlaczego?
– Bo nie przyszło im do głowy, że drużyna z niewielkiej wsi może awansować do ekstraklasy. Myśleli zapewne, że jak w poprzednich latach na finiszu Termalica dostanie zadyszki i będzie musiała obejść się smakiem. A tu taki numer. Wracając zaś do pańskiego pytania – nigdy nie zwątpiłem w kolegów, w ich i swoje umiejętności. Wszyscy wierzyliśmy, że uda nam się dobrnąć do wytyczonego celu. Powiem więcej – jestem pewny, że gdyby trener Mandrysz wcześniej pracował w Niecieczy, Termalica już dawno grałaby w ekstraklasie.

Naprawdę nie ma w Sporcie nic dziś ciekawego.

PRZEGLĄD SPORTOWY

Piłka daleko w tle.

Zaczynamy sobotnimi felionistami. Na początek Stanowski: Słodkie bankructwo.

Lech Poznań miał tyle nazw, że zliczyć trudno, z KKS Lech Poznań zamieniał się na PKP Lech Poznań, potem na WKP Lech Poznań i Bóg wiem, na co jeszcze, by ostatecznie połączyć się z Amiką. Za kazdym razem nie chodziło o to, by skrót lepiej się rymował, tylko uciekano przed długami – a dzisiaj jest to mistrz Polski, czyli ucieczka się udała. GKS Katowice, Pogoń Szczecin, ŁKS Łódź, Ruch Chorzów, Polonia Warszawa, no kto jeszcze? Podpowiedzcie. Mnóstwo klubów przeprowadziło finansowy reset. Teraz założono RTS Widzew Łódź, który nie ma nic wspólnego z poprzednim RTS Widzew Łódź, ponieważ u nowego RTS oznacza Reaktywację Tradycji Sportowych (trochę to kretyńskie, sorry). To, ze Sylwester Cacek rozłoży Widzewa, byłoby dla mnie pewne jak w banku, dokąd los mnie rzucił na moment do kontrolowanej przez niego firmy. Klubu jest mi żal, żal mi jest też wierzycieli. Ktoś im nie odda pieniędzy, prawda? Powstał nowy RTS i będzie imitował starego pod każdym względem. Piłkarze będą grać na czerwono, kibice będą krzyczeć „Widzew”, kibice drużyn przeciwnych zestawiać to ze słowem „nienawidzę”, przyznawać się będą do nowego tworu i Młynarczyk, i Boniek, i prezydent Łodzi, ktokolwiek nim będzie. Przyznawać się będzie każdy, za wyjątkiem księgowej.

Poczatek transferów Lechii – przekonuje z kolei Mateusz Borek.

Na koniec krótko o Lechii. Rozmawiałem niedawno z Adamem Mandziarą i wiem, że szykują głośne transfery. Na razie przyszedł Michał Mak, który na skrzydle odciąży trochę Macieja Makuszewskiego. Jest 19-letni Marko Marić z Hoffenheim i klub ma dziś trzech bramkarzy, wiem, że poszukują doświadczonego, z nazwiskiem. Pieniądze w Lechii są i nie będzie problemem, że klub ściągnie piłkarza, który się nie sprawdzi. Oddadzą go. Jak nie ten, sprawdzi się następny. Nikt nie będzie liczył straconych tysięcy złotych. Jedno jest pewne – to dopiero początek transferów tego klubu.

Legia po sparingu z Dynamem bez tajemnic.

Tym razem nie będzie eksperymentów. Superpuchar traktuję poważnie i prestiżowo. Zagramy w najsilniejszym składzie – zapowiedział norweski trener Legii podczas zgrupowania w austriackim Leogang. Dziesięć dni treningów u podnóża Alp, sparingi: ze Steauą (1:1) i Dynamem dały odpowiedź, kogo wystawi w piątek w Poznaniu. – Porażki z Lechem z poprzedniego sezonu bolą do dziś, siedzi we mnie ogromna ochota na rewanż – deklaruje Berg. Ze Steauą w ubiegły piątek Berg dokonał w przerwie dziewięciu zmian. Wczoraj, od początku drugiej połowy na boisku pojawiło się tylko dwóch nowych graczy. Sparing był próbą generalną przed ligą. W pierwszej połowie gole dla legionistów mógł strzelać Michał Kucharczyk, w drugiej szansę miał Tomasz Jodłowiec, a bohaterem został Duszan Kuciak, który świetnymi interwencjami uchronił zespół od porażki. (…) Ale jeden Brzyski to za mało. Konkurentem jest Guilherme, choć trener widzi go na skrzydle albo za napastnikiem. Brazylijczyk będzie zmiennikiem Brzyskiego z konieczności. Trwają rozmowy z Tiago Pinto, 27-letnim lewym obrońcą Rio Ave, któremu skończył się kontrakt. Parę stoperów stworzą Michał Pazdan z Jakubem Rzeźniczakiem, ale mają silną konkurencję w postaci Igora Lewczuka. – Szukam stopera numer cztery – mówił Berg. Całe zgrupowanie przyglądał się 18-letniemu Mateuszowi Wietesce, filarowi zespołu, który dwa tygodnie temu wygrał Centralną Ligę Juniorów. Pecha miał o rok starszy Rafał Makowski (bardziej defensywny pomocnik, ale na środku obrony radzi sobie) – doznał kontuzji kolana i nie trenował w Austrii. Środkowy obrońca nie jest tak palącym problemem Legii jak brak skrzydłowych. Po wypożyczeniu Jakuba Koseckiego, niepewnej sytuacji z Michałem Żyro (liczy na transfer zagraniczny) jedynym skrajnym pomocnikiem jest Michał Kucharczyk. Dlatego Legia szuka wzmocnień i na Ukrainie przygląda się m.in. Andrijowi Blizniczence z Dnipro Dnipropiterowsk. Wypożyczony z Fluminense Brazylijczyk Pablo Dyego nikogo nie olśnił.

Szeroka kadra Jagiellonii, czyli Probierz może wystawić dwie jedenastki.

1. jedenastka: Drągowski – Modelski, Madera, Tarasovs, Tomasik – Grzyb, Gajos – Dzalamidze, Vassiljev, Mackiewicz – Tuszyński.
2. jedenastka: K. Baran – M. Baran, Augustyniak, Pawlik (Wasiluk), Straus – Góralski, Romanczuk – Frankowski, Mystkowski, Grzelczak – Sekulski (Świderski).

Tymczasem Latal ściąga rodaków.

Tydzień temu na naszych łamach trener Radoslav Latal przyznawał, że stara się znaleźć piłkarzy, którzy wypełnią luki po odejściu podstawowych w minionym sezonie zawodników Piasta. – Do skompletowania składu brakuje nam napastnika i ofensywnego pomocnika. Jeden ma zastąpić Konstantina Vassiljeva, a drugi Rubena Jurado. Mam na oku piłkarzy z Czech i staramy się ściągnąć ich do Gliwic – zapowiadał szkoleniowiec Piasta. Negocjacje się udały, bo w tym tygodniu do drużyny przebywającej na obozie w Wałbrzychu dołączyło dwóch piłkarzy Sparty Praga. Pierwszym jest Kamil Vacek. 28-letni środkowy pomocnik ma za sobą występy w lidze włoskiej i niemieckiej. Latem 2011 roku został wytransferowany ze Sparty do Chievo Verona za 2 mln euro. (…) Przed kilkoma dniami działacze i sztab szkoleniowy Sparty Praga postanowili zrobić miejsce w kadrze dla nowych zawodników. Zrezygnowali z Vacka oraz Martina Nešpora, który zagrał w czwartkowym sparingu gliwiczan z Karkonoszami Jelenia Góra (8:0). Wczoraj praski klub poinformował, że 25-letni Czech został wypożyczony do Piasta na rok z opcją pierwokupu. Nešpor był piątym napastnikiem Sparty i jasnym było, że prażanie chcą oddać go do innej drużyny, gdzie będzie miał szanse na grę.

Poza tym:
– Pich zostanie, dopóki będzie grał w pucharach
– Gergel w roli napastnika Górnika
– Stilić kibicuje Lechowi
– Kamiński odrzucił ofertę z Grecji
– Nowe wyzwanie Baszczyńskiego

Buduję drabinkę dla młodych – opowiada Czesław Michniewicz.

Wymienił pan bramkarza i środkowych obrońców. Ryzykownie.
– Ryzyko jest zawsze. Kiedy Guardiola zaczynał pracę w Barcelonie, zrezygnował z mistrza świata Zambrotty, z wybieranego dwa razy najlepszym pomocnikiem Ligi Mistrzów Deco i z Ronaldinho. W Pogoni wybraliśmy trudną drogę, ale przemyślaną. Każdy z zawodników, którzy do nas trafili, to inwestycja w przyszłość.

Inwestycją miał być zdolny 17-letni Kamil Wojtkowski, ale wolał odejść do Red Bulla Lipsk. Zdziwił się pan?
– Dawno nie widziałem tak uzdolnionego chłopaka. Odszedł na jasnych zasadach, ktoś za niego zapłacić. I to niemałą kwotę, za te pieniądze można kogoś sprowadzić. Były pewne uwarunkowania, kończył się mu kontrakt, za chwilę stanie się pełnoletni. Wiemy, jak działa rynek menedżerski, ile jest obietnic… Mógł go ktoś nam podebrać. Szkoda, chłopak grał coraz więcej i za rok czy dwa mógł być podstawowym piłkarzem Pogoni, a klub zarobiłby na nim więcej.

(…)

Pokazał pan młodym ścieżkę do pierwszej drużyny.
– Rodzice, zastanawiając się, gdzie oddać nastoletnie syna analizują, co dzieje się z wychowankami. W Lechu jest o tyle dobrze, że grają młodzi Linetty, Kownacki czy Kędziora, a kolejni pukają do szatni mistrza Polski. W Pogoni może być podobnie. Rozmawiamy o długofalowym projekcie.

I na koniec: Juve zamiast Chojniczanki.

Najważniejsze to mieć pomysł na oryginalny prezent, który obdarowanemu zostanie w pamięci do końca życia. Michał Mak ze znajomymi wykupił wczoraj przyjacielowi, z którym grał jeszcze w juniorach Stadionu Śląskiego, skok ze spadochronem z okazji jego 24 urodzin. Prezent się udał, jubilat był zachwycony. Ale i nowy piłkarz Lechii Gdańsk może poczuć się jak ktoś, kto skoczył z dużej wysokości w nieznane. – Zamiast meczów z Chojniczanką czekają mnie w najbliższym czasie sparingi z Szachtarem, VfL Wolfsburg, Schalke czy Juventusem. Chyba zauważalna różnica? – pyta zaczepnie. Po raz pierwszy rozdzielił się z bliźniakiem, Mateusz przez najbliższe pół roku zostanie w GKS Bełchatów. W grudniu wygasa jego kontrakt z tym klubem. Wcześniej wszystko robili razem. Razem jeździli ze szwagrem maluchem z Suchej Beskidzkiej do Krakowa na treningi juniorów Wisły, razem klepali biedę w Chorzowie i głowili się, jak wyżywić się paczką pierogów, wspólnie uczyli się seniorskiej piłki w Ruchu Radzionków i poznawali smak spadków i awansów w Bełchatowie. (…) Dla Mateusza ostatnie miesiące nie były udane, poświęcił je na rehabilitację po operacji kolana. Michał zagrał w 34 meczach, strzelił dwa gole. GKS spadł z ekstraklasy. Zainteresowanie zdrowym bliźniakiem było duże. Pytali o niego przedstawiciele Wisły Kraków, Cracovii, Śląska Wrocław i Jagiellonii, ale najbardziej konkretna okazała się Lechia Gdańsk. Podpisał kontrakt na cztery lata. – Transfer załatwiliśmy w trzy dni. Nie chciałem zostać w pierwszej lidze, po 3,5 roku spędzonym w Bełchatowie zależało mi na zmianie otoczenia. Chcę wreszcie powalczyć o coś więcej niż utrzymanie. Z trenerem Brzęczkiem jeszcze dłużej nie rozmawiałem, nie poznałem oczekiwań wobec mnie, ale wiem, że zależało mu na tym transferze. Myślę, że już w ten weekend zadebiutuję w Lechii – mówi Mak.

Giczela i Brudnicki na celowniku

Written on Lipiec 3, 2015 at 10:51 am, by

Po dobrych występach młodzi poloniści cieszą się sporym zainteresowaniem. Poza Legią i Zniczem Pruszków pojawiły się kolejne zapytania.  Z naszych informacji wynika, że Aleksandrem Giczelą interesuje się II-ligowy Raków Częstochowa. Klub ten grał ostatnio w barażach o I ligę z[…] ↓ Przeczytaj całość ...

Post Giczela i Brudnicki na celowniku pojawił się poraz pierwszy w Polonia Warszawa online | Duma Stolicy | Czarne Koszule | KSP.

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Written on Lipiec 2, 2015 at 12:57 pm, by

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Przypomnij sobie pierwszy mecz, którym się emocjonowałeś. Pierwszy mecz, który widziałeś w telewizji i pierwszy mecz, na którym byłeś. Raz, dwa, trzy – gotowe? Zagadka z gatunku najprostszych i większość z was pewnie nie musiała zastanawiać się dłużej, niż ułamek sekundy. Ja zresztą również – każdym z powyższych przypadków chodzi o Widzew.

Wchodziłem na stojąco pod stół, gdy Widzew grał w Lidze Mistrzów, moją pasją była jazda zielonym rowerem marki „Reksio” i zbieranie kapsli. Dom w którym dziś mieszkam, wówczas ograniczał się do jednego niewykończonego pokoju z farelką w roli ogrzewacza. Telewizor stał jednak, a grę łodzian śledziła cała rodzina – pamiętam jak przez mgłę, ale pamiętam. Tę pamięć odświeżyłem sobie po latach oglądając jeden po drugim starcia RTS w Champions League i cóż, polecam każdemu taki seans. Jak jesteście akurat obrażeni na polskie piłkarstwo, jak potrzebny będzie do zaleczenia jakiś kac po eurowpierdolu, to Widzew – BVB albo Atletico – Widzew nadadzą się doskonale, wleją sensowną ilość dumy w serducho. Późniejszy triumfator LM do tego stopnia dał się przegonić po boisku, że pod koniec grał na czas byleby dowieźć remis. Podkreślam i powtarzam, bo rzecz jest niebagatelna: późniejszy zwycięzca Ligi Mistrzów, mistrz Niemiec, grał w dziada na własnej połowie byleby z Piłsudskiego wywieźć satysfakcjonujący punkcik. Atletico na wyjeździe? Niby mecz już o nic, bo Polacy stracili szansę na ćwierćfinał, ale i tak skandalicznie dobre widowisko jak na starcie – w gruncie rzeczy – o pietruchę. Ofensywna burza w drugiej połowie, po której Majak powinien z Calderon wyjeżdżać z hat-trickiem, gdyby tylko nie dostał zaćmienia umiejętności. Laskowski o objeżdżającym Hiszpanów Citce opowiadający w kontekście zainteresowania Realu, Man Utd, Interu, Milanu, a pewność światowej klasy Marka w jego głosie była niezachwiana. Piękne, donośne rzeczy, styl gry – bajka. Naprawdę nie dziwi, że po meczu w Dortmundzie niemiecka prasa pisała o Widzewie jako czarnym koniu całej edycji.

Zupełnie szczerze zaś pierwszy mecz, na który goniłem przed telewizor, to słynne Legia – Widzew z 1997. Nie mieliśmy Canal+, ale gdzieś w otwartym kanale była następnego dnia retransmisja, być może na łódzkiej regionalnej. Sporo gimnastyki wymagało przetrwanie w szkole wszystkich lekcji bez wiedzy o wyniku, ale udało się – wbiegłem, rzuciłem tornister i na łeb na szyję do ekranu. Niestety, w połowie sprintu mijałem ojca, który na luzie zagadał „o, Leszek, Widzew mistrzem, cieszysz się?” i zamordował emocje.

A przynajmniej tak mi się wydawało. Bo pamiętajcie – to były czasy bez internetu, więcej, na naszym telewizorze nie było nawet telegazety, więc o przebiegu spotkania nie wiedziałem nic. Siedziałem uzbrojony w wiedzę, że Widzew wygra, ale mijały kolejne minuty, padały kolejne gole, a ja pytałem sam siebie: gdzie to zwycięstwo? Co tu się dzieje, co to za jajca? Taki to był mecz, panowie i panie, że nawet retransmisja trzymała na skraju fotela.

Pierwsza wycieczka na stadion? Oczywiście też Widzew, oczywiście z Legią. Pisałem o tym już kiedyś, wybaczcie – nie będę się powtarzał, po prostu zacytuję:

Wasz pierwszy mecz, na którym byliście? Ja pamiętam to jak dziś: 15. kwietnia 2000 roku, Widzew – Legia. Już nie pojedynek o mistrzostwo, bo szalała wtedy Polonia, mocna była Wisła, ale wciąż poważne drużyny i atmosfera święta. Widzew z przewietrzonym składem, bo na murawie zameldowali się choćby Stesko czy Pińkowski, ale ciągle z Szymkowiakiem, Boguszem, Woźniakiem, Gęsiorem, Kaczmarczykiem czy Zającem, a także – ciekawostka – Magierą. Po drugiej stronie Legia Smudy, czyli z widzewskim zaciągiem. Łapiński na rozgrzewce, zbierający burzę oklasków. Nie będzie prędko drugiego gościa w barwach Legii, którego nazwisko będzie skandował cały stadion na Piłsudskiego. W składzie „Wojskowych” też Siadaczka, a na lewej stronie Citko.

Miałem jedenaście lat, samotne pójście na stadion nie wchodziło w grę. Namówiłem ojca, który interesował się piłką w równie wielkim stopniu co sytuacją polityczną w Mongolii, więc w sumie nie wiedział z czym wiąże się zabranie dziecka na taki mecz. Może spodziewał się atmosfery jak w teatrze, tak myślę dzisiaj przypominając sobie jego zaskoczenie, gdy już znaleźliśmy się na stadionie. Bo to przecież Widzew – Legia, „kurwy” latały z częstotliwością jedenastu na sekundę, a sektor gości wraz z jedną trybun radośnie obrzucał się kamieniami. Ojciec potem trochę żałował, że mnie tam zabrał. Ale z drugiej strony sam po powrocie żył atmosferą meczu, udzieliły mu się emocje. Czekał na skrót w telewizji, patrzył czy nie pokazują trybuny, gdzie siedział. Wesoło.

Ja szedłem na Widzew, którego szalik dumnie wisiał w pokoju, ale nie ukrywam, szedłem też na Citkę. Na boisku szkolnym paradowano w koszulkach Del Piero, Giggsa, Raula, ale Citko też się przewijał. Jak mieszkałeś w łódzkim, kibicowałeś Widzewowi, a kopałeś piłkę od rana do wieczora uwielbiając udane kiwki nawet bardziej niż bramki, nie mogło być dla ciebie innego gościa. Nawet zastanawiałem się czy nie iść na stadion w koszulce z szóstką i „Citko” na plecach. Ostatecznie zrezygnowałem.

I dobrze. Marek był lżony cały mecz, to było swojskie wydanie Figo powracającego na Camp Nou, gwizdy i wyzwiska za każdym razem gdy przyjmował piłkę. Nic by mi nie zrobili, to jasne. Ale siedzieć w koszulce Citki na trybunie, na której okazał się on wrogiem numer jeden… Jedenastolatek czy nie, czułbym się nieswojo.

Mecz spełnił wszystkie oczekiwania. Jako dzieciak, nie mogłem być szczęśliwszy. Widowisko było wspaniałe, emocjonujące, Widzew wygrał 3:2 po golu w ostatniej minucie, Legia straciła na Piłsudskiego szanse na mistrzostwo. Citko pokazał nie więcej niż grający po jego stronie Gula (obaj po asyście), ale został odhaczony. Zobaczony. To jego akcji szczerze mówiąc wypatrywałem w pierwszej kolejności, dopiero później Szymkowiaka.

Dziś, gdy Widzew ląduje na dnie, nie potrafię mieć innych refleksji, niż tych czysto nostalgicznych. Niech inni analizują przyczyny, niech robią sekcje kolejnych zaniedbań, krzyżują Cacka, zarząd, jego popleczników. Ja na to wszystko nie mam siły. Mam to uczucie, jakbym widział najlepszego przyjaciela z dzieciństwa, który się stoczył, popadł w ruinę, długi, wódę, ale którego osądzać i tak nie potrafię i nie chcę. Pomóc nie masz jak, możesz tylko usiąść obok i powspominać stare dobre czasy. Dla mnie Widzew to słowo zawierające autentyczny pierwiastek magii, zanurzone głęboko w dzieciństwie, to Widzewowi też zawdzięczam pasję do futbolu (i kuzynowi widzewiakowi, który podarował mi pieczołowicie prowadzone klasery z wycinkami prasowymi o RTS, a sięgające wczesnych lat osiemdziesiątych), bez niego nie byłbym tu gdzie jestem, a wy nie czytalibyście tego artykułu.

Kto się cieszy z upadku Widzewa – ma do tego prawo. To jest piłka nożna a nie baloniarstwo, tutaj są silne emocje, muszą być, to normalne. Nie mogę jednocześnie pozbyć się wrażenia, że nawet gdy ktoś lży Widzew niemiłosiernie i pije na umór z radości, bo RTS się posypał, to tak naprawdę oddaje temu klubowi przysługę. Najosobliwszy hołd na świecie. Bo po tym tylko widać, że wciąż jest to marka, na którą się reaguje, która nie jest pozostaje obojętna, choć dobrze nie było od lat. Gdyby sądny dzień łódzkiego klubu przebiegał w obliczu obojętności mediów i kibiców, wówczas miałby znacznie bardziej trumienny klimat. Są takie drużyny w Polsce, których upadek kwitowano by wzruszeniem ramion, w przypadku Widzewa tak nie jest, mamy pełną gamę reakcji, zróżnicowaną i liczną. Dlatego też zalecam nie szafowanie słowem „pogrzeb”: relegacja, zjazd o ileś lig – jasne, to sprawa, delikatnie mówiąc, znacząca. Przykra i kompromitująca. Ale Widzew nawet w czwartej lidze (o którą się ubiega) będzie klubem medialnym, szeroko rozpoznawalnym i głośnym. Tego się zabić nie da.

W tym i w powstającym stadionie widzę nadzieję, ale też jej ślepo nie ulegam. Wydobyć się z niższych lig jest piekielnie ciężko, a Łódź to nie Guangzhou, o którym dziś pisałem, że można tam na każdym kroku spotkać zafascynowanego futbolem milionera. Widzewiak z klęskami jest dostatecznie oswojony, by nie wiwatować na widok światełka w tunelu – zbyt często okazywało się, że to światełko było reflektorem nadciągającego pociągu. Dlatego ja skupiać się będę na małych krokach i je właśnie doceniać. Nie myślę o powrocie do Ekstraklasy, o jakimś gigantycznym planie naprawczym, próbie ściągnięcia bogatego sponsora, który błyskawicznie przywróci Widzew na piłkarską mapę. Ja czekam na razie na jedną dobrą nowinę. Naprawdę jedną, jakiekolwiek, obiektywnie pozytywną, bo takiej nie było bardzo długo, i nawet ta jedna byłaby już przyjemną odmianą. Niech zostaną gdzieś zgłoszeni, niech wygrają jakiś mecz – o, to już będzie dużo. Po tej lawinie katastrof, jaka była udziałem Widzewa w ostatnich miesiącach, nawet obicie, powiedzmy, Włókniarza Moszczenica, będzie czymś wielce satysfakcjonującym, przyjemnym, czymś, za co wzniosę toast. A potem będę czekał na dobry rezultat z Orłem Nieborów, a nie na kogoś, kto spróbuje się porwać z motyką na słońce.

Leszek Milewski

Ściślej o sztabie. Weszło! o Królu

Written on Lipiec 2, 2015 at 12:06 pm, by

Strona oficjalna w komunikacie dotyczącym inauguracji przygotowań do nowego sezonu zdradza kilka ciekawych szczegółów. Wczoraj wymieniliśmy Wam sztab szkoleniowy. Okazuje się, że powracający do Polonii Wojciech Szymanek nie tylko będzie asystował Igorowi Gołaszewskiemu, ale też może pomóc na boisku. Jacek[…] ↓ Przeczytaj całość ...

Post Ściślej o sztabie. Weszło! o Królu pojawił się poraz pierwszy w Polonia Warszawa online | Duma Stolicy | Czarne Koszule | KSP.