No i kolejny mecz mamy za sobą. Kolejny mecz huśtawki nastrojów – od rozczarowania (ale nie mojego) po wizycie w Raciążu do euforii po rozklepaniu sympatycznych gości ze Skórca, pieszczotliwie zwanych na trybunie „Skórcybykami”. Co ja o tym myślę? Odpowiedź poniżej.

Skórzec nie jest chyba potentatem w lidze, choć przed wczorajszym meczem plasował się w tabeli wyżej od nas. To jednak nic nie znaczy. Popatrzmy na Wisłę Płock. Przyjeżdża do nas (w pierwszym garniturze), pokazuje nam nasze braki i mankamenty, po czym, w następnym meczu obrywa od znanego nam KS Łomianki, a bieżącej kolejce urządza sobie ostre strzelanie (znowu w składzie pierwszoligowym) z Mazurem Gostynin, wygrywając 8:0. Taki stan rzeczy wskazuje na dysproporcje w sile gry pomiędzy faktycznymi IV-ligowcami, a fałszywymi rezerwami, a także małą stabilność gry praktycznie wszystkich drużyn, w tym i budującej się ciągle Polonii. Jakimś kolejnym testem będzie najbliższy mecz z liderem z Ciechanowa – na wyjeździe, z wrogo usposobionym przeciwnikiem i jego kibicami, drużyną jeszcze bez porażki.

Wcale nie musimy osiągnąć tam korzystnego rezultatu, ale także nie będzie to podstawą do popadania w marazm i przygnębienie! Podkreślam, nasza drużyna ciągle się dociera, uczy i jeszcze pewnie nie raz zapłaci tu i ówdzie frycowe.

Ze swojej strony chciałbym dodać jeszcze jedno. Przyznam, że ze sporym przerażeniem obserwowałem degradację naszej ekipy, będącą także degradacją naszych ambicji, składu osobowego ekipy, nadziei na oglądanie futbolu w profesjonalnym wymiarze. Skłaniałem się nawet do skrzydła sugerującego ewentualne skorzystanie z dobrodziejstwa licencji Kolejarza, Floty, czy kogo tam jeszcze. Teraz mogę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że gra na dalekim zapleczu tzw. wielkiej piłki mi nie przeszkadza, że być może z większą przyjemnością oglądam zaangażowaną, entuzjastyczną grę naszych wspaniałych chłopaków i miłego sercu sztabu szkoleniowego, niż popisy wielkich rozkapryszonych gwiazd z czasów barona Józefa. Trochę się łezka kręci za zeszłym rokiem, ale pozostaje wiara, że jeszcze do takiej gry wrócimy, że ci dzisiejsi wchodzący w świat ligowy chłopcy, za kilka lat będą postrachem lig najwyższych, analogicznie do ekipy Piotra Stokowca. A splendor będzie zdecydowanie większy, bo sukces zostanie wyszarpany własną pracą i podnoszeniem umiejętności, a nie kasiurą. Wierzę w to mocno.

Danilo Rađenović

Danilo Rađenović (fot. Michał Joot)

Piotr Dziewicki dokonał, w stosunku do poprzedniego meczu, kilku zmian. Skutecznych. Mnie osobiście cieszy powrót do zdrowia i drużyny, Nazara Lituna, chłopaka, na którego zwróciłem uwagę na meczu w Radości, kiedy to wyróżnił się jako zawodnik, który podjął rękawicę totalnie ostrej gry i wymiany ciosów, czym nawet rozjuszył oficjeli hołdującej brutalnej grze drużyny. Już wtedy pomyślałem – ten to ma cojones! I wczoraj to potwierdził. Specjalnie na niego patrzyłem i pierwszą stratę piłki zobaczyłem dopiero tuż przed jego zmianą, ale wtedy chyba już oddychał rękawami. Nie chciałbym aby to co napisałem zabrzmiało jako jakaś forma pośredniej krytyki innych graczy – nie, wszyscy nasi imponują zaangażowaniem w grę, czego przykładem niech będzie udział w meczu kontuzjowanego Jacka Kosmalskiego, naszego jubilata! Wczoraj nie strzelił, ale kilka zagrań pokazał. Dołączam się też z życzeniami dla drugiego zawodnika obchodzącego bodajże dziś urodziny – Danilo Rađenovicia.

We wczorajszym meczu podobało mi się, że bramki padały zarówno z gry, jak i ze stałych fragmentów, co świadczy o trenowaniu tych elementów przez drużynę. I znowu, w odróżnieniu od schematu rzutów rożnych wykonywanych nieudolnie za czasów Jacka Zielińskiego, wczoraj obejrzeliśmy różne warianty ich egzekwowania i to kończone przez naszych rosłych obrońców strzelanymi bramkami.

Ale pamiętajmy – nie zawsze wszystko będzie wychodzić, młodzi będą mieli także słabsze mecze. Nie chciałbym wtedy czytać pełnych słusznego żalu komentarzy fejsbukowych Emila Kota, o braku wyrozumiałości i wsparcia ze strony naszych fanów. Musimy być z chłopakami zawsze razem, bo w ten sposób im pomożemy i dodamy otuchy. A jest ona bardziej potrzebna kiedy coś nie wychodzi.

No i na koniec kilka słów o tej niepowtarzalnej atmosferze na trybunie. To właśnie ten entuzjazm, zaniechanie kontrowersji pomiędzy różnymi frakcjami i połączenie się w dopingu dla drużyny, sprawiają, że mi ta IV liga nie przeszkadza, że spędzam na stadionie zdecydowanie fajniej czas niż kibice tej drugiej drużyny na wypasionej Pepsi Arenie. Wczoraj daliśmy kolejny dowód na kulturę zachowań oklaskując naszych rywali, dziękując im za grę, honorując próby dopingu ich kibiców, którzy (chwała im za to!) nie bali się przyjechać do tej „strasznej” Polonii. Myślę, że nasza postawa powinna dać do myślenia kibicom innych drużyn na Mazowszu i może, choć po części, zniweluje zachowania kolesi ubranych zwykle w białe dresiki z kapturami. Może, przy okazji odbudowy naszej godności i klasy sportowej, wniesiemy jakiś pozytywny wkład w rozwój kulturalny w naszym regionie. Czy jestem niepoprawnym optymistą i marzycielem? Czas pokaże… choć pewnie, niestety, tak.

Źródło: własne

Share

Post Udana środa na Konwiktorskiej pojawił się poraz pierwszy w Polonia Warszawa online | Duma Stolicy | Czarne Koszule | KSP.