Sukcesy naszych rowerzystów. Polonia rośnie nam w siłę na wszystkich frontach 😉

http://profile.ak.fbcdn.net/hprofile-ak-snc6/195802_316166018455196_1528419494_q.jpg

Polonia Warszawa MTB
Srebro dla Polonii Warszawa MTB!!! Dziesięciu zawodników Polonia Warszawa MTB stawiło się w niedzielę w Skrzeszewie na starcie prologu Lotto Poland Bike. To był nasz pierwszy oficjalny start w tym roku i niezwykle udany. Asia Pachowska zdobyła srebrny medal na dystansie Mini w kategorii MK3. To niezwykle imponujące osiągnięcie już na początku tego długiego i wymagającego sezonu. Trasa zawodów w Skrzeszewie miała dwa dystanse Mini oraz Max. Na pierwszym z nich startowali: Asia, Tomek, Mariusz, Rafał, Alessio i dwóch debiutantów w naszej drużynie Krzysztof i Łukasz – serdecznie witamy w naszych szeregach. Natomiast z dystansem Max zmierzyli się Marcin, Maciek oraz Andrzej. Obydwa dystanse to cztery pory roku ze względu na zróżnicowane warunki na trasie. Trasa również dość interwałowa i ciekawie położona. Możemy z pewnością powiedzieć, że okolice Skrzeszewa mają dużo do zaoferowania do jazdy na rowerze MTB. Wszyscy zmęczeni, ale zadowoleni, że wreszcie doczekali pierwszego poważnego startu w tym roku. Gratulujemy również Tomkowi, który na dystansie Mini wywalczył 15 miejsce w generalce i czwarte w kategorii wiekowej. Nie znamy jeszcze wszystkich oficjalnych wyników, ale po ich otrzymaniu opublikujemy statystyki naszej drużyny, jak również galerię zdjęć i film z trasy zawodów. To nie jedyna aktywność sportowa naszego zespołu w miniony weekend. Nasza zawodniczka Anita wystartowała w Biegu Piastów. Już niebawem spodziewajcie się relacji. Wrażenia niektórych naszych zawodników: JOANNA PACHOWSKA: – Dzień nie zapowiadał się dziś obiecująco. Było pochmurno i bardzo wietrznie. Mimo to dość sprawnie udało nam się wstać, zjeść śniadanie i zapakować dwa rowery na hak samochodu. Najpierw podjechaliśmy po Marcina – jego rower został umieszczony na dachu. Następnie podjechaliśmy na Bielany tam już czekał na nas Tomek. Chyba jakieś 20 min tam marzł, ale jak to ujął postanowił przyjechać wcześniej żeby się nie spóźnić. Chcieliśmy jego rower umieścić na dachu obok roweru Marcina ale okazało się, że jego rama jest zbyt szeroka i nie można było skręcić uchwytu. Po chwili namysłu Tomek zdjął kola od roweru które wylądowały z tylu „na pace” a rower wzięliśmy na kolana robiąc przy okazji małą roszadę w samochodzie. Wyglądało to dość komicznie, samochód był wypchany po brzegi, a ja na dodatek siedziałam w kasku, bo koła uderzały mnie w tył głowy. Gdy dojechaliśmy do Skrzeszewa na miejscu byli już: Maciek, Alessio, Rafał, Mariusz, Krzysiek i Łukasz. Po rozpakowaniu, przebraniu się i rejestracji udaliśmy się na start. Trasa była dość trudna ze względu na zmienną nawierzchnię, było sporo błota które przechodziło w sypki piach po czym w wielu miejscach pojawiał się śnieg, lód bądź woda. Taka mieszanina sprawiła, ze z opony zrobił się wieki „ziemny balon” bryzgający błotem na prawo i lewo. Na otwartych przestrzeniach hulał wiatr, był do tego stopnia silny że trzeba było się schylić by móc w miarę prosto jechać. Na metę przyjechałam mocno ubłocona i zmordowana. Umyłam rower i poszłam do sali się ogrzać. Spotkałam w środku chłopaków. Spytałam Tomka czy nie wie gdzie wisi kartka z wynikami. Pokazał mi…. i pojawiło się wielkie zaskoczenie…2 miejsce… w swojej kategorii wiekowej… chyba mi się coś przyśniło. Po chwili przyszedł Rafał, obejrzał kartkę i powiedział bym biegła szybko do głównej sali bo zaraz będzie dekoracja kobiet i nie usłyszę kiedy będą mnie wyczytywać. Poszłam tam i po chwili faktycznie – słyszę głos spikera… Joasia Pachowska….2 miejsce… Totalne zaskoczenie i niedowierzanie. Weszłam na podium odebrałam nagrodę ciągle myśląc że to mi się śni. Kompletnie się tego nie spodziewałam. Dalej mam wrażenie że to piękny sen. TOMASZ PATOKA: – Pierwsze co mi przychodzi na myśl po maratonie to: spodziewaj się niespodziewanego. Pogoda była zmienna, raz zimno i wietrznie, a za chwilę ciepło od pierwszych wiosennych promieni słońca. Trasa była tak samo zróżnicowana. Gdzieniegdzie śnieg który skutecznie pozbawiał letnich opon przyczepności (zwłaszcza na zakrętach), w innych miejscach bagienne kałuże w których brodziło się ponad kostki, a o dziwo w wielu miejscach pojawiały się tzw. piaskownice, ale i tak chyba najgorszym czynnikiem wymęczającym każdego zawodnika był przerażający wiatr. Na ostatniej asfaltowej prostej przed wjazdem na metę byłem pochylony jak zawodnik bobslejowy, a i tak "rzucało" mną na prawo i lewo jakby ktoś mnie ciągnął za ramię. Jak na 15km dystans MINI to wymęczyłem się dość porządnie, ale widok umorusanych współzawodników poprawił mi permanentnie humor tego dnia. MARCIN WYRZYKOWSKI: – Sezon Lotto Poland Bike rozpoczęty. Na kilka dni przed startem tegorocznego cyklu zdecydowałem się na drobną, a może nawet nie taką drobną zmianę. Zrezygnowałem z dystansu Mini na rzecz dystansu Max na cały sezon. Wiem, że o wyniki nie powalczę, ale przejechany dystans i tak z pewnością zaprocentuje w przyszłości. Dzisiejsza trasa, to co prawda nie był docelowy Max jaki czeka na zawodników w tym roku, ale te 30 kilometrów z małym hakiem i tak nieźle dało w kość. Trasa mocna urozmaicona. Na dzisiejszym etapie mieliśmy cztery pory roku – śnieg, lód, błoto, piach, kałuże, silny wiatr. Trasa miała charakter interwałowy, chwilami była wymagająca technicznie, co powodowało, że nie było ani chwili na relaks. Mój nowo przebudowany sprzęt jeszcze potrzebuje kilku regulacji, co przysporzyło trochę problemów na trasie. Formę trudno jednoznacznie ocenić, ale chyba widać światełko w tunelu. Problem stanowił spory ból pleców, który jednak odbierał trochę przyjemności z jazdy i siły. Trzeba będzie z pewnością nad tym popracować. Pomimo dość odległej pozycji jestem zadowolony, przede mną dalej ciężka praca krok po kroku. Podziękowanie dla całej ekipy Lotto Poland Bike za świetne zorganizowanie zawodów. Pozdrawiam serdecznie Pana Grzegorza Wajsa i jego ekipę. Natomiast najbliższe plany ulegają modyfikacji. Rezygnuję ze startu w Mazovii w Karczewie w najbliższy weekend na rzecz treningu w Górach Świętokrzyskich. ANDRZEJ PACHOWSKI: – W Skrzeszewie zdecydowałem się pojechać trasę MAX. Dystans 35 km nie wydawał się zbyt wymagający, jednak przejazd tą trasą mocno zweryfikował moje wcześniejsze poglądy. Po pierwsze było bardzo dużo błota. Opony miałem całe oblepione co znacznie zwiększyło opory toczenia. Ponadto w wielu miejscach była woda. Nieopatrznie wdepnąłem w jedną z takich „kałuż” która po bliższym kontakcie okazała się znacznie głębsza niż wcześniej przypuszczałem. W efekcie pół trasy pokonałem w mokrych butach. Stopy mi zmarzły dość mocno. Na otwartym terenie wiał bardzo silny wiatr, który dał się we znaki moim mokrym stopom. Nauczka na przyszłość: Trzeba uważać na wszystkich kałużach bo bywają zdradzieckie. KRZYSZTOF WĄSIKIEWICZ: – Impreza sama w sobie elegancka. Ja, że tak pozwolę sobie powiedzieć "prawiczek" fajnie sie czułem pomiędzy innymi uczestnikami i nie czułem się przede wszystkim dyskryminowany przez zawodników z lepszych sektorów w czasie maratonu jak i po. Trasa była baaaaaaardzo błotna co baaardzooo mi się podobało bo lubię takie tereny. Jedyny minus tego maratonu to taki że nie złapał mnie chip i nie wiem na razie jaki mam czas ani jakie zająłem miejsce. ogólny status to ZADOWOLONY. ŁUKASZ WĄSIKIEWICZ: – Ogólnie było pięknie, lecz pogoda i lekko nie sprzyjający wiatr trochę utrudniały jazdę, ale nie żałuję startu. Znam teraz swoje możliwości i wiem tylko jedno, że trzeba trenować, trenować i jeszcze raz trenować. Cały maraton przebiegł pomyślnie wszystko ładnie zgrane. Bardzo mi się podobało.. Aby kolejny był lepszy.