Wszyscy dziennikarze pastwią się nad niejakim Ireneuszem Królem. Okazało się bowiem, że sympatyczny i jowialny właściciel Polonii nie zwykł w terminie – w żadnym terminie – płacić pensji zawodnikom. Niektórym trzy miesiące, innym pół roku. Też się oburzam, bo to straszliwie straszne, ale zastanawiam się, dlaczego krytyka spadła właśnie na rzeczonego. Przecież niepłacenie w terminie, zaległości kilkumiesięczne są w naszej piłce normą. Gdy przychodziłem do Górnika zaległości wynosiły w niektórych przypadkach nawet siedem miesięcy. I wiem też, że w innych klubach nie było lepiej.