Dziś mieliśmy okazję przekonać się o tym jakie szwindle mogą mieć miejsce w IV lidze. Do prowadzenia zaległego meczu z liderem rozgrywek, Bugiem Wyszków, wyznaczona bowiem została zaiste „dziwna” ekipa sędziowska. Panowie ci, chyba ze zrozumiałych, w świetle wydarzeń, względów pozostają anonimowi, ale chyba łatwo o ich mozolnym wysiłku nie zapomnimy. 

Z trójki „sprawiedliwych” wyłamywał się nieco liniowy po stronie Kamiennej, który pracował na przyzwoitym poziomie, natomiast „chorągiewka” po stronie trybuny Głównej, a już zwłaszcza sam główny mocno dziś zaszaleli. Może złożyłbym ich pokazy na karb nieudolności, ale ponieważ mylili się praktycznie tylko w jedną stronę myślę, że ich serca muszą być intensywnie „zielone”.

Ale po kolei. Od początku meczu piłkarze gości rzucili się na naszych jak dziki na żołędzie. Pierwszych sześć minut to było prawdziwe oblężenie naszego pola karnego. Później gra się nieco wyrównała, ale nadal z wyraźną przewagą gości. Nie umiem powiedzieć jakie były okoliczności przyznania Bugowi rzutu karnego, bo w danej chwili skakaliśmy akurat tyłem do murawy, więc za to wydarzenie nie mogę specjalnie obciążać sędziego. Po prostu tego nie widziałem, choć spora część sektorów A głośno protestowała. W świetle następnych wydarzeń i decyzji, być może coś było na rzeczy. Paweł Błesznowski na szczęście znakomicie wyczuł intencje strzelca i sparował piłkę na róg, Chwała mu za to i wielkie brawa! Później grając w co najmniej 13 na 11 (bo, jak zaznaczyłem wcześniej, bocznego spod Kamiennej wyłączam z grona spiskowców), goście nadal zdecydowanie przeważali. Mimo tego na przerwę mogliśmy schodzić z prowadzeniem. Po dosyć przypadkowej centrze Nazara Lituna, pomylił się jeden z bardzo pewnych obrońców Wyszkowa i piłkę niespodziewanie dostał na wprost bramki Danilo Rađenovič. Zaskoczony, strzelił jednak za lekko i prosto w bramkarza. Do przerwy 0:0.

Druga połowa przyniosła zmianę sytuacji. Goście zaczęli słabnąć w oczach i już praktycznie od 55 minuty rozpoczęli grę na czas. Rozwiązywały im się buty, łapały skurcze, mieli przygód dosyć sporawo. Sędzia dobrotliwie tego starał się nie zauważać i zupełnie ich nie poganiał. Kiedy dochodziło do starć jeden na jednego, w ciemno można było obstawiać, że gwizdek będzie tylko w jedną stronę. Liniowy pokazywał na korzyść przyjezdnych nawet w sytuacjach kiedy wybijali na aut lub róg będąc sami przy piłce. Brak jakiegokolwiek zażenowania. Gratuluję niezłomności!

Tak więc Bug ograniczał się do pojedynczych wypadów z własnej połowy, choć uczciwie trzeba przyznać, że jego gracze dosyć wyraźnie górowali nad naszymi szybkością, sprawiali wrażenie, że mimo ubytku sił, nadal są dwa razy szybsi. Ale zagrożenia już praktycznie nie było. Może raz, kiedy to Paweł wybrał się aż za pole karne żeby reagować przy opieszałości w powrocie do obrony naszych graczy.

Sędzia miał znakomitą okazję do zademonstrowania, że jego wskazania były dotąd wynikiem nieudolności i niedoskonałej oceny sytuacji w 89 minucie, kiedy po rzucie rożnym (a może wolnym) bitym od strony Kamiennej, któryś z obrońców brutalnym oburęcznym pchnięciem powalił jednego z naszych próbującego przyjąć piłkę w polu karnym. Sędzia był od sytuacji naprawdę blisko i MUSIAŁ to widzieć, jednak nie zareagował. A sytuacja była z tych wzorcowych do interwencji. Wykazał się za to zdecydowaniem w próbie wywalenia na trybunę z ławki Piotra Dziewickiego. Nie wiem jak to się stało, że „Chrumek” tam nadal pozostał. W samej końcówce pomylił się jeszcze dobrze interweniujący w całym meczu bramkarz Bugu, ale piłka uderzyła tylko w słupek.

Biorąc pod uwagę całokształt, wynik można oceniać jako w miarę sprawiedliwy (no bo oni mieli I część, a my II meczu). Zrozumiałym wydaje się też pozycja lidera zajmowana przez zespół z Wyszkowa. To dobrze poukładana drużyna z bardzo pewnie grającą linią obronną (zwłaszcza gracz nr 4 i ciemnoskóry stoper) oraz groźnymi, szybkimi atakującymi.

My pokazaliśmy nasze mankamenty z poprzednich kolejek, czyli brak skuteczności w wykańczaniu akcji, niezbyt skonsolidowany środek pola, ale także niestety trochę chaosu w obronie.

Michał Strzałkowski

Michał Strzałkowski (fot. MJPhoto)

Podsumowując muszę powiedzieć, że w pełni zgadzam się z naszym trenerem, że drużyna wymaga w przerwie zimowej kilku wzmocnień. Chłopcy sprawiają wrażenie nieco już zmęczonych tą rundą, a jak widać armii dobrych rezerwowych nie ma. Niepokoi mnie też zmiana systemu gry Michała Strzałkowskiego. Na początku rundy grał on na szpicy, takie klasyczne żądełko dostawiające nogę do piłek wpadających w pole karne. Ostatnio sporo się cofa, zaczyna grać w odbiorze i rozgrywać, co daje coś na podobieństwo „syndromu Roberta Lewandowskiego” w reprezentacji narodowej – chłopak się nabiega, a na koniec albo go nie ma w polu karnym kiedy coś tam wpada, albo dochodząc do momentu strzału jest już podmęczony uwikłaniem w walkę bliżej środka pola. Dołożenie kogoś kreatywnego w środku mogłoby przywrócić Michałowi jego sposób gry z początku rundy, a w następstwie dać nami sporo bramek.

O przekrzykiwankach z przyjezdnymi nie mam zamiaru nic pisać, bo już to poruszałem. Bez zmian, zbyt łatwo nas podpuścić. Przyjeżdża ekipa, coś tam zaryczy, a my jak stado baranów wpasujemy się w ich poziom. I tyle w temacie.

Cóż, dysponujemy tym czym dysponujemy i musimy liczyć na korekty w zimie. Szat bym nie rozdzierał, bo do końca rundy już niedaleko, a chyba najtrudniejsi przeciwnicy już za nami (oby!). Co do rewanżu w Wyszkowie, to jestem dobrej myśli, gdyż oni raczej lepsi nie będą , natomiast poważnie liczę na to, że my tak!

Share

Post IV ligi smak pojawił się poraz pierwszy w Polonia Warszawa online | Duma Stolicy | Czarne Koszule | KSP.