Ileż tam było kłamstw, wymówek, niedomówień, niespełnionych obietnic i mydlenia oczu! Ileż zapewnień, że jeszcze chwila, jeszcze momencik i wszystko wróci do normy. Ale nie wracało. Jedyne, co w Polonii wyglądało właściwie, to… gra. Ale to akurat żadna zasługa Ireneusza Króla, bo kto jak kto, ale on robił wszystko, by wszelkimi możliwymi środkami zepchnąć ten klub na równię pochyłą. Dzisiejszy (no, wczorajszy) dzień to najlepsze podsumowanie jego działalności przy Konwiktorskiej. Sześciu piłkarzy powiedziało "basta", wypięło się na Króla i opuściło klub. A miało być tak pięknie…