Przeczytałem wszystkie opinie o meczu Wkrą i jestem mocno zdziwiony waszym optymizmem, dotyczącym gry i naszej świetlanej przyszłości. Moim zdaniem po trzech wiosennych meczach można już pokusić się o pierwsze wnioski, a te, niestety, nie są optymistyczne.

Wstrzymywałem się z jakimiś mocnymi opiniami po pierwszym meczu z Bugiem w myśl zasady „pierwsze koty za płoty”, ale niepokojące zjawiska w naszej grze wystąpiły w każdym z tych spotkań, niektóre się powtarzając.

W meczu z Bugiem rzucała się w oczy, niestety, np. bezmyślność naszych zawodników. Graliśmy do przerwy z silnym wiatrem i o ile dobrze zauważyłem, w tym czasie oddaliśmy na bramkę Bugu JEDEN strzał z dalszej odległości (który zresztą minął ją o kilka metrów). Dlaczego była to tylko jedna próba, skoro każde celne uderzenie niosło w sobie w takich okolicznościach zarodek bramki? Czy Piotrek Dziewicki tego nie widział? Nie powiedział o tym zawodnikom, żeby próbowali strzałów z odległości 20-25 metrów, czy wręcz przeciwnie – mamy takich słabych graczy, że mimo zaleceń trenera bali się uderzać, bo nie umieją tego zupełnie i nie chcieli się kompromitować? Na szczęście Bug po przerwie też strzelił tylko raz, piłka huknęła w poprzeczkę i tylko desperacka interwencja Pawła Błesznowskiego uratowała nas od porażki. Bo my tak naprawdę nie mieliśmy, poza karnym, żadnej dobrej okazji na zdobycie gola.

01.03.2014: Polonia przed meczem z Avią (fot. Lugher77 / dumastolicy.pl)

01.03.2014: Polonia przed meczem z Avią (fot. Lugher77 / dumastolicy.pl)

Dlaczego graliśmy przy takim wietrze bardzo często górnymi piłkami ocierającymi się o „taktykę” „pała na Kosmala? Dlaczego było tak mało krótkich podań dołem, skoro wiatr wyczyniał harce z piłką? Poza tym, prawdę mówiąc, ja w tym meczu nie dostrzegłem żadnej widocznej taktyki w naszej grze (chyba, że zawodnicy zupełnie nie zrealizowali jakichś tam przedmeczowych założeń). Nie mówię tu o piłkarskich „szachach” na poziomie LM, ale o prostej, skutecznej taktyce na osłabiony (chociażby przez wyjęcie przez nas dwóch wyróżniających się zawodników) Bug. Po co były te tajne sparingi przedsezonowe, zwłaszcza ostatnie, które zresztą – sądząc ze składów – były dość kuriozalne, bo w żadnym nie zagraliśmy w zestawieniu zbyt zbliżonym do tego, który wyszedł na Bug, na jeden z najważniejszych meczów tej rundy, a grali w nich zawodnicy, których szansę na regularną grę w I zespole są minimalne?

Mecz z Łomiankami też nie był spacerkiem, z tych „z palcem w uchu”. Do momentu zdobycia przez nas drugiej bramki z karnego wcale nie był to dobry mecz z naszej strony, a kilkanaście minut po przerwie przeciwnik mocno przycisnął i mogło paść w tym okresie wyrównanie. I niestety, znowu, tak jak z Bugiem, trudno było się doszukać jakiejś taktyki, przynajmniej dla mnie – kibica – laika. Na boisku panował chaos, przypadek, którego nie można już zrzucić na wiatr i zły stan płyty, całkowity brak pomysłu na wykończenie akcji i zaskoczenie bramkarza jakimś w miarę szybkim, niezbyt oczywistym zagraniem. Ja wiem, to tylko piata liga, ale ja też nie wymagam cudów, ale jakiegoś poziomu minimum, który zapewni nam to, że nie będziemy drżeli zawsze do 90 minuty o wynik spotkania.

I wreszcie dzisiejszy mecz – nie widziałem go, więc nie będę oceniał gry, choć czytałem opisy osób, które były w Żurominie.

Otóż – nie jestem w stanie zrozumieć, jak można nie wygrać meczu z takim przeciwnikiem różnicą kilku goli. Nie przyjmuję żadnych wyjaśnień a propos „kartofliska” czy innych okoliczności. Ktoś powie, no dobrze, ale ponad pół meczu graliśmy w osłabieniu. Tylko z czego to osłabienie wynikało? Otóż było konsekwencją jakiegoś klopsa w naszej obronie, a nie sił nadprzyrodzonych, głupiego faulu bez piłki w innym końcu boiska, lub też np. nabluzgania sędziemu. Z opisu wynika, że napastnik przeciwnika, gdyby nie został wycięty równo z trawą przez Adama Grzybowskiego poszedłby „sam na sam” z naszym bramkarzem. Rozumiem, że zawsze taki błąd może się przydarzyć, ale wtedy powinniśmy już prowadzić co najmniej 2:0, albo i więcej, a nie potem rozpaczliwie gonić wynik.

To jest po prostu wstyd – męczarnie i 1:0 z przeciwnikiem, które nasze pospolite ruszenie z castingu rozniosło na jesieni 6:0. Wkra miała z powodów finansowych w ogóle nie wystartować w rundzie wiosennej i oto stawia zaciekły opór drużynie zawodowców z kosmicznym, z ich punktu widzenia, budżetem (a nawet astronomicznym w skali tej ligi – Piotrek mówił o 750 tysiącach złotych). Mieliśmy prawie cztery tygodnie przygotowań, sztab szkoleniowy starannie i bez pośpiechu dobierał zawodników, również po względem wolicjonalnym i mentalnym, piłkarze byli – co jest wprost ewenementem chyba na tym poziomie rozgrywek na obozie przygotowawczym – a tu – po trzech meczach – jest, mówiąc eufemistycznie – słabiutko, a różnica w jakości… hmm… powiedzmy, póki co umowna (oczywiście poza Mariuszem Ujkiem).

Oczywiście zaraz zostanę zj(…)any przez „kumatych”, albo admin karzącą ręką swojej sprawiedliwości dla niepokornych wyrzuci ten tekst, ale mi to wisi. Uważam, że moim obowiązkiem, kibica Polonii z wieloletnim stażem, któremu leży na sercu tylko i wyłącznie dobro klubu, jest podzielenie się moimi wątpliwościami.

Wierzę, że awansujemy, ale pali się dla nas w tej chwili już co najmniej żółte światło, i naprawdę – przy tej kasie i organizacji (jak na V ligę) kibice nie maja być prawa narażani na takie stresy jak w w Wyszkowie, a zwłaszcza Żurominie. Coś jest nie tak – bo w tej chwili liczymy głównie na potknięcia innych, być może nawet mniej niż na własną siłę i lepiej mówić o tym teraz i szukać przyczyn i możliwości poprawy tego stanu, a nie udawać że wszystko jest ok, podśpiewywując „Łubu dubu, łubu dubu, niech nam żyje prezes naszego klubu”… a potem obudzić się z ręką znowu w V ligowym nocniku.

[tekst Weterana zamieszczony na forum Wielkiej Polonii – link]

Share

Post [Głos kibiców]: Wątpliwości po trzech meczach? pojawił się poraz pierwszy w Polonia Warszawa online | Duma Stolicy | Czarne Koszule | KSP.