Nagle, wbrew ogólnym oczekiwaniom, staliśmy się głównym beneficjentem ligi. Zdobyte w dwóch meczach cztery punkty, zamiast, zdaniem „wielkich, fachowych optymistów” dwóch , za to w trzech meczach, spowodowały kolejna falę naporu medialnego – tym razem ukierunkowanego jednak nie na wciąż nieuchwytnego prezesa, lecz na trenera i drużynę.

Polonia stała się więc podstawowym motywem studiów pełnych gadających głów, reportaży, a nasi ludzie udzielili mnóstwa wywiadów brylowali jako osoby zapraszane do wymienianych paneli.

Zapewne, podekscytowani wspaniałą poznańska wiktorią, wszyscy w jakimś stopniu śledziliśmy media, ale na wieczną rzeczy pamiątkę kilka wypowiedzi i sytuacji chciałbym tu przytoczyć.

Jeszcze przed meczem, co pokazali reportażyści z C+, uczestnik „Super Piątku”, pan trener Andrzej Zamilski, dopadł na rozgrzewce zawodnika gospodarzy, Matusza Możdżenia. Powiedz czemu nie mieścisz się w wyjściówce, zagadał. A tak jakoś, grzecznie odpowiedział Mateusz. No to słuchaj, ciepnij ten Poznań i wracaj do Warszawy! Ale dokąd? – usiłował uściślić młody, nawet dwukrotnie. Wreszcie doczekał się światłej rady: no jasne, że nie do Polonii, oni są w rozsypce! Hahaha. Komentarz? Fachowiec, który widzi zespół na papierze, a nie na boisku. Może dobrze, że już tylko może sobie pogadać do mikrofonu, a nie trenować kogokolwiek.

W magazynie Liga +, pojawił się z kolei nasz kapitan, Daniel Gołębiewski. On jest niesamowity! Świeżość spojrzenia, swoboda formułowania myśli, poczucie humoru, ale także taktu. Brawo Dyzio! Inteligencję trzeba zawsze doceniać. Daniel potrafił odpowiadać na wszystko, nawet jak wyglądało na podchwytliwe. Dowiedzieliśmy się, że gra w obronie, owszem może to i dobre miejsce, usłyszeliśmy o budowaniu atmosfery w szatni, o postojach w drodze do domu. Tak z przymrużeniem oka, bardzo sympatycznie. A już przebojem jest wypowiedź pomeczowa: wszyscy twierdzili, że jesteśmy trupami – dziś te trupy zmartwychwstały!

Za prawdziwą gwiazdę robi natomiast nasz trener – moim zdanie zdecydowanie zasłużenie, choć wolałbym aby teraz nie podbijano mu bębenka, aby koncentrował się mimo wszystko na utrzymaniu poziomu gry i wynikach drużyny. Nie zmienia to faktu, że wypowiedzi z konferencji prasowej tez miło było posłuchać. Zwłaszcza tego fragmentu, w którym pan Piotr powiedział, że Lech chyba zbyt mocno skoncentrował się na walce o tytuł z Legią i brutalnie mu przypomniano, że Warszawa posiada dwie drużyny! Jedno zdanie, a ile w nim różnych treści.

Paweł Wszołek

Wszołek jeszcze nie jest w gazie (fot. Sylwester Wojtas)

Chciałbym jeszcze przytoczyć wypowiedź Grzegorza Mielcarskiego na temat Pawła Wszołka. Głównie z uwagi, że ja jestem dokładnie tego samego zdania, co on, czemu już zresztą starałem się dawać wyraz. Mianowicie, na pytanie czy Paweł obniżył loty, komentator stwierdził, że może troszeczkę, ale jest na to realne wytłumaczenie. Otóż siłą Polonii, również w poprzedniej rundzie, był rozkład akcentów i odpowiedzialności za styl gry i wynik, na kilku graczy. Paweł prawdopodobnie w chwili, w której podejmował decyzję o pozostaniu do czerwca w Warszawie, nie miał świadomości o masowym charakterze exodusu znakomitej większości wyjściowego składu drużyny. Nagle okazało się, że z tych 5-6 gwiazd ostał się tylko on jeden i nagle wszystkie oczy i oczekiwania skupiły się na jego osobie. Mielcarski słusznie zauważył, że Paweł nie jest typem gracza, który sam i tylko sam będzie przesądzał o wynikach meczów i patrzenie na jego grę przez pryzmat samodzielnej odpowiedzialności za wynik w ofensywie, jest krzywdzące, a jednocześnie może krepować mu nogi. Jak dla mnie – sama racja! Nawet chyba o tym napisałem dokonując oceny pomeczowej… Podkreślić także należy wyrazy uznania w stosunku do pracy trenera, zwłaszcza w budowie gry defensywnej, gdyż w tyłach straciliśmy de facto pierwszy skład (Marcin Baszczyński, Adam Kokoszka, Đorđe Čotra, czy wreszcie grywający czasem z tyłu Tomasz Brzyski).

Bijmy więc Stokiemu brawa, ale nie zapominajmy o reszcie sztabu szkoleniowego, który z pewnością ma swój udział w dziele zarządzania drużyną. Widziałem zaangażowanie na ławce, widziałem szalony taniec radości Jarosława Bako po ostatnim gwizdku sędziego – oni wszyscy nie szczędzą swoich sił dla drużyny. Nie zapominajmy wreszcie o Pawle Habracie, klubowym psychologu, który ma teraz sporo pracy nad utrzymaniem morale drużyny.

A inni? Jakoś nie słyszałem zbyt wielu pochwał, zwłaszcza w stosunku do drużyn z górnej części tabeli. Diagnoza na temat Legii pokrywa się z moimi odczuciami. Zakup i wystawienie plejady gwiazd nie jest automatycznie receptą na rozbijanie w pył przeciwników, więcej, może być nawet przeszkodą w kreowaniu pozycji drużyny. Wyniki wyraźnie o tym świadczą. Dostrzegł to także Dyzio, stawiając diagnozę, że Legia marząc o mistrzostwie, powinna skupiać się jednak na grze składem z jesieni, tym który dawał im wygrane. W Lechu dostrzeżono słabość w linii środkowej. Ich problemem wydaje się być zbyt wolna gra i monotonne tempo graczy pomocy. Dlatego łatwiej im jest na wyjazdach, gdy w domu mizeria.

I tak z pierwszej ósemki tabeli wygrana zanotowała tylko Polonia. Super! Jednak nie popadajmy w euforię, bo wygląda na to, że w tej lidze każdy może wygrać z każdym, toteż musimy brać pod uwagę, że i my pewnie gdzieś , z kimś oberwiemy. Ważne żeby po walce!

Share

Post Echa kolejki. O nas i o innych… pojawił się poraz pierwszy w Polonia Warszawa online | Duma Stolicy | Czarne Koszule | KSP.