Sobotni mecz juniorów Polonii rocznik 1995 z zespołem GKS Bełchatów zapowiadał się na szlagier IV kolejki CLJ. Podobnie jak nasz zespół gracze z Bełchatowa nie zaznali dotąd smaku porażki w obecnych rozgrywkach, więc z dużą estymą i koncentracją podeszliśmy do dzisiejszego meczu. Początek spotkania to kwintesencja futbolu w naszym wykonaniu. Szybka i agresywna gra, dużo ruchu graczy bez piłki i fantazyjnych zagrań, a co najważniejsze gol, który spuentował okres naszej bezwzględnej dominacji. Niestety po objęciu prowadzenia tempo gry naszych zawodników spadło, a i piłkarze z Bełchatowa zaczęli zaznaczać na boisku swoją obecność. Złe ustawienie w środkowej strefie boiska naszych zawodników przez trenera, pozwoliło gościom wyprowadzać groźne kontrataki, a już stałe fragmenty gry przyjezdnych, to prawdziwy Armagedon w wykonaniu naszych graczy. Na szczęście na posterunku mieliśmy Michał Brudnickiego, więc po stronie strat nadal widniało zero. Goście im dalej w mecz tym grali odważniej, ale i my mieliśmy swoje okazję. Próby do pewnego momentu były jednak nie skuteczne, ale na szczęście nagle w naszych szeregach błysnął Messi, o przepraszam Kowalczyk Filip, który po przebiegnięciu kilkudziesięciu metrów z piłką i minięciu kilku rywali, będąc sam na sam z bramkarzem, zamiast uderzać silnie na bramkę jak zrobiłoby 100% polskich (i nie tylko) piłkarzy, zaskoczył wszystkich, a najbardziej bramkarza przyjezdnych lokując piłkę w siatce podcinką niczym wspomniany Messi i to w swoim najlepszym meczu. To był bez wątpienia spektakularny gol! Po zejściu na ziemię, jeszcze w ostatniej akcji tej części gry, świeżo upieczony reprezentant Polski Krzysio Możdżonek nie trafił do pustej bramki z 2 metrów i mogliśmy udać się do szatni.
Druga połowa spotkania niestety znów nie była porywająca. Co prawda dorzuciliśmy gościom jeszcze dwa gole, konkretnie nasz super snajper Konrad Cichowski, mieliśmy przewagę z gry, ale nie stłamsiliśmy rywala, a to jest cel jaki stoi w każdym meczu przed naszą ekipą. Zbyt dużo było nerwowej gry, niepotrzebnych strat, przetrzymywania piłki czy wymyślania dziwnych zagrań. Taka postawa nie przystoi ekipie, która celuje w mistrzostwo Polski. Zwycięstwo oczywiście cieszy, bo to dla niego pracuję się każdego dnia, ale gdyby tak dołożyć do niego jeszcze odrobinę „poezji”.
Niestety jej dziś zabrakło, a w szczególności Andrzejowi Krajewskiemu, który dał się sprowokować rywalowi i zbyt gwałtownym ruchem wobec zawodnika gości zapracował na czerwoną kartkę. Takie zachowanie nie przystoi zawodnikowi Polonii, a tym bardziej graczowi, który ma na koncie występ w Ekstraklasie. Ten incydent, jak również wybicie piłki po gwizdku sędziego przez Grzesia Janiszewskiego to po prostu czysta głupota, wyraz swojej słabości i dziecinada. Mamy nadzieję, że kolejnym razem wspomniani gracze przeczytają o sobie na naszej stronie w milszym kontekście, co zależy tylko od nich samych.
Jest jednak kolejne zwycięstwo, jest nad czym pracować, więc wszystko gra!
Teraz przed nami Puchar Polski. We wtorek o 16.30 zmierzymy się w spotkaniu III rundy z V ligowym Gromem Lipowo, z nadzieją na podtrzymanie znakomitej serii. Nasz bilans bramkowy z pierwszych dwóch rund to 34 – 1, więc smaczek na kolejną goooooleadę jest ogromny. Serdecznie zapraszamy naszych kibiców.

MKS Polonia Warszawa – GKS Bełchatów 4 – 0 (2-0)

Bramki: Kowalczyk 2, Cichowski 2.
Asysty: Cichowski

Skład wyjściowy: Brudnicki – Krajewski, Zawadka, Janiszewski, Lewicki (Koza) – Kowalczyk, Boruń (Tomaszewski), Możdżonek (Mrowiński), Jaszczak (Tomaszewski) – Cichowski, Wojtkielewicz.